Rzymskie wakacje

Rzym jest zabiegany, nawet w listopadzie jest pełno turystów. Samochody sprawiają wrażenie, że chcą Cię przejechać. Chwilę zajmuje nim się człowiek zorientuje, że one się zatrzymają, tylko bardzo blisko Ciebie. Poza tym zaparkowane samochody są wszędzie. Na szczęście zabiegany Rzym to tylko jedno jego oblicze, jest też inne, pełne małych, spokojnych uliczek nawet tuż obok atrakcji turystycznych. Piękne widoki na miasto i historia na którą natykamy się na każdym kroku.

Niesamowite jest to, że ruiny wyrastają co chwilę w każdej części miasta. I to nie byle jakie ruiny. Budynki, które przetrwały ponad 2 tysiące lat. Nie sposób nie zadać sobie pytań, dokąd zmierzamy, co po nas zostanie i czy nasza bieganina ma w ogóle sens?

Ale może wróćmy do jedzenia. Oczywiście nie udało mi się zjeść tyle ile bym chciała. Często na wyjazdach jestem tak zmęczona, że jem głównie oczami. Nikogo nie trzeba przekonywać, że kuchnia włoska jest przepyszna i super prosta. Narodowym talentem Włochów jest przygotowywanie super prostych potraw, używając tak mało produktów jak to możliwe.

Podstawową instytucją społeczną jest bar. To tam się spotyka ludzi, wymienia informacje, wypija kawę i zjada panino. Uwielbiam słuchać gwaru włoskiego baru.

Mimo, że był listopad bardzo staraliśmy się wypróbować dość długą listę lodziarni. Najpierw wybraliśmy się do najstarszej fabryki lodów w Rzymie – Palazzo del Freddo. Jest ona trochę na uboczu i jest zdominowana głównie przez Włochów. Dla których listopad do środek zimy, więc zajadali lody w swoich grubych puchówkach,szalikach i czapkach. Wnętrze lodziarni klimatem przypominało nam cocktail bary, jak choćby bar Arlekin przy rynku w Krakowie. Listę smaków możecie zobaczyć na zdjęciu, to ta kolorowa tablica. Smaki były dość standardowe, porcje ogromne. Lody były niezłe, ale nie zostały naszymi ulubionymi. Najbardziej przypadła nam do czerwona pomarańcza.
Palazzo del Freddo
Via Principe Eugenio, 65
Rzym, Włochy

Najlepszą naszym zdaniem lodziarnię znaleźliśmy przypadkiem wędrując uliczkami Rzymu. Lodziarnia wyglądała uroczo, ukryta w jednej z bocznej uliczek w kamienicy porośniętej bluszczem. I jak zazwyczaj jestem miłośniczką lodów waniliowych, tak tam zostałam nawrócona na czekoladowe, ale to nie były zwykłe czekoladowe lody… Smakowały jak najlepsza gorzka czekolada, nie były słodkie, nie były mleczne były super czekoladowe i do wyboru było kilka różnych wariacji smakowych jak czekolada z pomarańczą, trufla czy czekolada z winem. Były przepyszne. Lodziarnia jest otwarta bardzo długo. A kot to zupełnie inna historia. W centrum Rzymu wśród ruin jest schronisko dla kotów. Gdy tam byliśmy świeciło słońce i koty wygrzewały się wśród murów świątynnych, były przepiękne. Kilka z nich jednak wyłudzało jedzenie. Ten szary był najgorszy, nie spuszczał oka z jedzenia.
Gelateria del Teatro
Via de San Simone 70,
Rzym, Włochy
Na pizzę wybraliśmy się zgodnie z poleceniem kuzynki Mężczyzny, która parę miesięcy wcześniej była w Rzymie. Pizzeria była polecana w jednym z francuskich przewodników. Musieliśmy chwilę odstać w kolejce oczekującej na stolik. Zostaliśmy usadzeni z sympatyczną włoską rodziną. Pizza była pyszna, bardzo cieniutka.
Via del governo vecchio 114
Rzym, Włochy
Najlepszą rzeczą jaką jadłam w Rzymie (poza lodami czekoladowymi) były arancini. Są to ryżowe kulki w panierce wypełnione nadzieniem z ragu (sos mięsny), pomidorami, mozzarellą i/lub groszkiem. Do tej jadłodajni trafiliśmy przez przypadek, sprawdzaliśmy lodziarnię, która jest znana z mniej popularnych smaków, a tuż obok znajdowało się to miejsce z jedzeniem na wynos. Była akurat pora lunchu i bardzo dużo ludzi się tam kłębiło. Nauczeni doświadczeniem, że oznacza to najczęściej dobre jedzenie ruszyliśmy tam też. Pamiętajcie dobre aranicini są przepyszne, nie są za suche, są po prostu pyszne. Wcześniej słyszałam koleżankę Włoszkę rozpływającą się w zachwytach nad nimi, ale pierwszy raz spróbowałam ich w złym miejscu, były takie sobie. Ot ryż w kulkach. Więc jeśli nie myślicie „wow” albo „pyszne” spróbujcie ich jeszcze gdzieś indziej.
Via Marcantonio Colonna 38
Rzym, Włochy
Wybraliśmy się na targ włoski, polecony przez Davida Lebovitza jako trochę mniej turystyczny. Faktycznie byliśmy jedynymi osobami, które zamiast robić zakupy robiły zdjęcia.
Via Andrea Doria 3
Rzym, Włochy
I jeszcze trochę podglądania przez szybę

4 thoughts on “Rzymskie wakacje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s