Pączki z dedykacją dla Bei

Tak, tak, zasiedziałam się. Mimo wszelkich starań pisanie dwóch blogów na raz mi nie wychodzi. Ba nawet pisanie jednego stanowi trudność. W czytniku RSS czeka na mnie z 700 nieprzeczytanych postów kulinarnych. I jak piszę to piszę po mojemu angielsku, przez zwykłą próżność, przez te piękne historie z różnych zakątków świata, głównie z USA, skąd ludzie piszą jak im się gołąbki kojarzą, albo jak lubią pączki.

Pączki

Ale Bea się dopomina, więc proszę. Tydzień temu zrobiłam pączki. Pierwszy raz samodzielnie. Pokonałam złe wspomnienia domowych pączków, które są suche. Te są przepyszne, mięciutkie, wyrośnięte, tylko dobrze mieć sporo osób do wykarmienia, bo inaczej przez kilka dni będziecie na diecie 😉

Pączki
z przepisu Liski
wychodzi ok. 14 pączków 

  • 20 g świeżych drożdży (można zastąpić 1 łyżeczką suszonych instant)
  • 30 g cukru (najlepiej drobnego lub pudru)
  • 230 ml letniego mleka
  • 430-500 g mąki (jej ilość zależy od wielkości jajek, należy dodawać ją stopniowo i nie za dużo)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu wanilii
  • 1 jajko
  • 4 żółtka
  • 50 g masła
  • 3 kostki Planty do smażenia (oleju lub smalcu, Planta jest bezzapachowa, co jest sporym plusem)
Na lukier:
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 3-4 łyżki gorącej wody
Drożdże rozkruszyć do miseczki, zasypać łyżeczką cukru, wlać 3 łyżki mleka. Wymieszać i odstawić na 15 minut.
W misce wymieszać 400 g mąki, sól, dodać ekstrakt waniliowy i resztę cukru. Dodać jajko, żółtka i masło, powoli zagniatać ciasto, wlewając jednocześnie zaczyn i resztę mleka.
Można ciasto zagnieść ręcznie albo mikserem: powinno być lśniące, odchodzić od rąk, ale może się lekko kleić. Podczas zagniatania masło spowoduje, że ciasto będzie mniej klejące, a bardziej lśniące. Dlatego dodatkową mąkę można dodać dopiero po dokładnym wyrobieniu ciasta z masłem.
I odwrotnie: jeśli okaże się, że ciasto, które zrobiliśmy, jest zbyt twarde, można do niego dodać jeszcze jedno żółtko lub więcej mleka.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. godzinę.
Po tym czasie ciasto lekko rozwałkowujemy na grubość ok. 1 cm i wykrawamy pączki szklanką, układając je na blaszce (zachowując ok 3-4 cm odstępów między nimi) czy papierze do pieczenia. Zostawiamy na ok. 30 min do wyrośnięcia. Powinniśmy zauważyć, że urosły.
Rozgrzewamy powoli tłuszcz do temperatury 175 C w garnku lub głębokiej patelni (ja smażyłam w woku).
Gdy tłuszcz jest odpowiednio gorący wrzucamy pączki. Starajmy się nie wrzucać więcej niż kilka naraz, gdyż temperatura tłuszczu spadnie. Gdy temperatura jest za niska, pączki chłoną tłuszcz, gdy za wysoka pączki przypalą się na zewnątrz a w środku będą nadal surowe.
Pączki smażymy ok 1-2 minuty z oby stron. Powinny być złoto brązowe, jak to pączki.
Po usmażeniu układamy na papierowym ręczniku, by odsączyć z nadmiaru tłuszczu.
Jeszcze ciepłe pączki nadziewamy dżemem, budyniem, czekoladą, cokolwiek lubimy.
Do nadziewania najlepsza jest szpryca z końcówką do nadziewania, jednak zwykła szpryca do ozdabiania tortów też się sprawdza, tylko należy uważać. Pączka nadziewamy z boku lub z dołu.
Przygotowujemy lukier:
Przesiewamy cukier puder. Dodajemy 3 łyżki gorącej wody. Jeśli lukier jest za gęsty dodajemy więcej wody, jeśli za rzadki trochę więcej cukru pudru.
Polewamy pączki.
Smacznego.

Wytrawne muffinki z szałwią w koszulkach z szynki parmeńskiej

Wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku. Nam Święta i Sylwester minęły spokojnie, a teraz najwyższa pora powrócić do normalnego trybu życia.
Ostatnią potrawą przygotowaną w tym roku były te wytrawne muffinki. Przepis pochodzi z magazynu Donny Hay i został przedstawiony przez Simonę na jej blogu. Przepis jak przystało na muffinki jest bardzo prosty, składniki wystarczy wymieszać i gotowe. Muffinki są wilgotne, szynka jest chrupiąca i wyglądają elegancko, więc świetnie nadadzą się na małe przyjęcie.

Wytrawne muffinki z szałwią w koszulkach z szynki parmeńskiej
Porcja na 12 sporych muffinek (małych może wyjść ok 20)

  • 170 g polenty instant (jeśli nie możecie jej dostać możecie dać semolinę, lub kaszę manną)
  • 75 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczone
  • 2 łyżki posiekanej, świeżej szałwii (wymieszałam świeżą i suszoną)
  • sól i pieprz do smaku
  • 360 g kwaśnej śmietany
  • 2 jajka
  • 12 listków szałwii  (do ozdobienia)
  • 12 plasterków szynki parmeńskiej
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180ºC/160ºC z termoobiegiem.
Do miski dodajemy polentę, mąkę, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, szałwię, sól, pieprz, śmietanę, jajka i mieszamy do połączenia składników.
Do lekko natłuszczonych gniazd na muffinki (ja używam formy silikonowej i nigdy ich nie natłuszczam) wkładamy najpierw listek szałwii, potem wykładamy gniazdko plasterkiem szynki, a na koniec wlewamy ciasto, wypełniając foremkę do około 1/2.
Pieczemy ok. 15-20 min.
Podajemy położone do góry nogami 🙂

Zupa czosnkowo-pomidorowa

Nie wiem jak u was, ale u mnie jest dość zimno. Dzisiaj nawet spadł pierwszy śnieg (no może drugi). Co prawda nie ma już po nim śladu. Przed Świętami większość z was pewnie jest zabiegana. Ta zupa będzie idealna. Jest prosta, lekka, rozgrzewająca i przeciwgrypowa. Nie jest tak czosnkowa jak się spodziewacie, czosnek podsmażony łagodnieje.
Jest też dość słynna, bo w oryginale nazywa się „Rodowa czosnkowa”, więcej możecie przeczytać na blogu „Strawberries from Poland” (została też wymieniona w New York Times).

Zupa czosnkowo-pomidorowaZupa czosnkowo-pomidorowa

  • 1 kg świeżych pomidorów (lub pomidorów z puszki)
  • 1,5-3 główki czosnku
  • ok. 0.5-1 l bulionu warzywnego
  • ½ łyżeczki soli
  • pieprz
  • szczypta cukru
  • ewentualnie zioła prowansalskie

Jeśli korzystamy z świeżych pomidorów: sparzamy pomidory, obieramy ze skórki, kroimy w kostkę.
Obieramy czosnek, kroimy na cieniutkie plasterki.
W dużym garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy czosnek i smażymy na złoty kolor.
Dodajemy pomidory i smażymy aż zmiękną.
Zalewamy bulionem, przykrywamy garnek i gotujemy na małym ogniu ok. 20-30 min.
Na koniec przyprawiamy solą, pieprzem i cukrem. Ewentualnie waszymi ulubionymi przyprawami.
Miksujemy blenderem, by uzyskać gładką zupę krem.
Podajemy z grzankami.

Rzymskie wakacje

Rzym jest zabiegany, nawet w listopadzie jest pełno turystów. Samochody sprawiają wrażenie, że chcą Cię przejechać. Chwilę zajmuje nim się człowiek zorientuje, że one się zatrzymają, tylko bardzo blisko Ciebie. Poza tym zaparkowane samochody są wszędzie. Na szczęście zabiegany Rzym to tylko jedno jego oblicze, jest też inne, pełne małych, spokojnych uliczek nawet tuż obok atrakcji turystycznych. Piękne widoki na miasto i historia na którą natykamy się na każdym kroku.

Niesamowite jest to, że ruiny wyrastają co chwilę w każdej części miasta. I to nie byle jakie ruiny. Budynki, które przetrwały ponad 2 tysiące lat. Nie sposób nie zadać sobie pytań, dokąd zmierzamy, co po nas zostanie i czy nasza bieganina ma w ogóle sens?

Ale może wróćmy do jedzenia. Oczywiście nie udało mi się zjeść tyle ile bym chciała. Często na wyjazdach jestem tak zmęczona, że jem głównie oczami. Nikogo nie trzeba przekonywać, że kuchnia włoska jest przepyszna i super prosta. Narodowym talentem Włochów jest przygotowywanie super prostych potraw, używając tak mało produktów jak to możliwe.

Podstawową instytucją społeczną jest bar. To tam się spotyka ludzi, wymienia informacje, wypija kawę i zjada panino. Uwielbiam słuchać gwaru włoskiego baru.

Mimo, że był listopad bardzo staraliśmy się wypróbować dość długą listę lodziarni. Najpierw wybraliśmy się do najstarszej fabryki lodów w Rzymie – Palazzo del Freddo. Jest ona trochę na uboczu i jest zdominowana głównie przez Włochów. Dla których listopad do środek zimy, więc zajadali lody w swoich grubych puchówkach,szalikach i czapkach. Wnętrze lodziarni klimatem przypominało nam cocktail bary, jak choćby bar Arlekin przy rynku w Krakowie. Listę smaków możecie zobaczyć na zdjęciu, to ta kolorowa tablica. Smaki były dość standardowe, porcje ogromne. Lody były niezłe, ale nie zostały naszymi ulubionymi. Najbardziej przypadła nam do czerwona pomarańcza.
Palazzo del Freddo
Via Principe Eugenio, 65
Rzym, Włochy

Najlepszą naszym zdaniem lodziarnię znaleźliśmy przypadkiem wędrując uliczkami Rzymu. Lodziarnia wyglądała uroczo, ukryta w jednej z bocznej uliczek w kamienicy porośniętej bluszczem. I jak zazwyczaj jestem miłośniczką lodów waniliowych, tak tam zostałam nawrócona na czekoladowe, ale to nie były zwykłe czekoladowe lody… Smakowały jak najlepsza gorzka czekolada, nie były słodkie, nie były mleczne były super czekoladowe i do wyboru było kilka różnych wariacji smakowych jak czekolada z pomarańczą, trufla czy czekolada z winem. Były przepyszne. Lodziarnia jest otwarta bardzo długo. A kot to zupełnie inna historia. W centrum Rzymu wśród ruin jest schronisko dla kotów. Gdy tam byliśmy świeciło słońce i koty wygrzewały się wśród murów świątynnych, były przepiękne. Kilka z nich jednak wyłudzało jedzenie. Ten szary był najgorszy, nie spuszczał oka z jedzenia.
Gelateria del Teatro
Via de San Simone 70,
Rzym, Włochy
Na pizzę wybraliśmy się zgodnie z poleceniem kuzynki Mężczyzny, która parę miesięcy wcześniej była w Rzymie. Pizzeria była polecana w jednym z francuskich przewodników. Musieliśmy chwilę odstać w kolejce oczekującej na stolik. Zostaliśmy usadzeni z sympatyczną włoską rodziną. Pizza była pyszna, bardzo cieniutka.
Via del governo vecchio 114
Rzym, Włochy
Najlepszą rzeczą jaką jadłam w Rzymie (poza lodami czekoladowymi) były arancini. Są to ryżowe kulki w panierce wypełnione nadzieniem z ragu (sos mięsny), pomidorami, mozzarellą i/lub groszkiem. Do tej jadłodajni trafiliśmy przez przypadek, sprawdzaliśmy lodziarnię, która jest znana z mniej popularnych smaków, a tuż obok znajdowało się to miejsce z jedzeniem na wynos. Była akurat pora lunchu i bardzo dużo ludzi się tam kłębiło. Nauczeni doświadczeniem, że oznacza to najczęściej dobre jedzenie ruszyliśmy tam też. Pamiętajcie dobre aranicini są przepyszne, nie są za suche, są po prostu pyszne. Wcześniej słyszałam koleżankę Włoszkę rozpływającą się w zachwytach nad nimi, ale pierwszy raz spróbowałam ich w złym miejscu, były takie sobie. Ot ryż w kulkach. Więc jeśli nie myślicie „wow” albo „pyszne” spróbujcie ich jeszcze gdzieś indziej.
Via Marcantonio Colonna 38
Rzym, Włochy
Wybraliśmy się na targ włoski, polecony przez Davida Lebovitza jako trochę mniej turystyczny. Faktycznie byliśmy jedynymi osobami, które zamiast robić zakupy robiły zdjęcia.
Via Andrea Doria 3
Rzym, Włochy
I jeszcze trochę podglądania przez szybę

Babka cytrynowa

Ten przepis na babkę pochodzi z bloga Simone Jungle Frog. Simone zapoczątkowała zabawę – Donna Hay Challange, polegającą na tym, by postarać się odtworzyć jedno ze zdjęć z magazynu Donny. Wszystko po to, by lepiej zapoznać się z fotografią. Czasem po to by też wyjść poza swoje przyjęte ramy. Ja uwielbiam zabawy tego typu. I choć tym razem moje zdjęcie zdaje się być inne od oryginału, to głównie kwestia kolorów i kształtu babki.
W każdym razie jeśli tylko macie ochotę spróbujcie odtworzyć jakieś zdjęcie. Nawet na takich prostych zdjęciach z małą ilością akcesorii można się przekonać jak duże znaczenie mają drobiazgi, ułożenie widelca, kąt pod którym robimy zdjęcie, kierunek padania światła i jego jakość.

 A jeśli chodzi o ciasto to jest świetne. Robi się je ekspresowo. Jest mocno cytrynowe, ale o dziwo smakuje zarówno miłośnikom cytrynowych smaków jak i tym, którzy za nimi nie przepadają.

Babka cytrynowa

Na formę 2 litrową (czyli dość dużą)

Ciasto

  • 220 g stopionego masła
  • 330 g drobnego cukru
  • 2 jajka
  • 120 g kwaśnej śmietany
  • 60 ml soku z cytryny
  • 2 łyżki startej skórki cytrynowej
  • 300 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Lukier

  • 320 g cukru pudru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki gorącej wody

Rozgrzej piekarnik do 160°C (piekłam z termoobiegiem, więc jeśli pieczecie bez, możecie trochę podwyższyć temperaturę do 180°C).

Przesiej mąkę i proszek do pieczenia.
W misce utrzyj masło, cukier, jajka, śmietanę, sok z cytryny i skórkę cytrynową.
Dodaj przesianą mąkę i proszek. Ucieraj aż masa będzie gładka.
Przelej masę do wysmarowanej masłem foremki i piecz 40-45 min (do suchego patyczka).
Po wyjęciu z piekarnika zostaw na 10 min, po tym czasie przełóż na kratkę i zdejmij foremkę. Zostaw do całkowitego ostygnięcia.

Lukier: Przesiej cukier puder do miseczki, dodaj sok z cytryny i wodę, wymieszaj aż powstanie gładka masa. Jeśli lukier ciężko się rozprowadza dodaj trochę więcej gorącej wody. Polej ciasto.

Ciasto z gruszkami i czekoladą

English version

Mam przyjaciółkę, która dla czekolady zrobi wszystko. Ja ostatnio przeszłam na do etapu, gdzie doceniam czekoladę, ale mogłabym bez niej żyć. A to ciasto pojawiło się przy przeglądaniu ciast z gruszkami, a że to bardzo zgrabne połączenie to się skusiłam.

Bardzo chciałam zaprezentować wam jak cudowne jest to ciasto. Jak delikatne, wilgotne, lekko musowe jest w środku. Zdjęcie jednak nijak tego nie oddaje. A ciasto jest przepyszne. Dajcie tyle gruszek ile zdołajcie.

Przepis z bloga Raspberries and cream.

  • 200 g masła, miękkiego, plus dodatkowo do natłuszczenia
  • 200 g ciemnej czekolady,połamanej na kawałki
  • 150 g drobnego cukru
  • 3 jajka, roztrzepane
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 100 g mąki samorosnącej (lub zwykła plus 1 łyżeczka proszku do pieczenia i szczypta soli)
  • 3 łyżki brązowego cukru (soft brown sugar)
  • 3 gruszki, dojrzałe, obrane, pozbawione pestek i pokrojona na ćwiartki (ja bym poleciła dać tyle gruszek ile się zmieści na dnie, można je pokroić w grube plastry)

Piekarnik nastawiamy na 180 st C. Natłuszczamy tortownicę o średnicy 23 cm i wykładamy dno papierem do pieczenia.
W małym rondelku mieszamy masło, czekoladę, cukier i podgrzewamy na małym ogniu, aż składniki się rozpuszczą cały czas mieszając. Zdejmujemy z ognia i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.
Do wystudzonej masy dodajemy jajka, esencję waniliową i mąkę. Mieszamy do połączenia.
Brązowym cukrem posypujemy dno tortownicy, umieszczamy ćwiartki gruszek i wylewamy na to ciasto. Pieczemy 25-30 minut. Wyjmujemy z piekarnika i pozostawiamy w foremce przez 15 minut, po czym przewracamy na kratkę, tak aby gruszki były na górze i pozostawiamy do wystudzenia.

English version

I have a friend who would do anything for a chocolate. I’m in this stage in my life where I appreciate a chocolate, but I could live without. While I was browsing through the recipes with pears I found this cake. Chocolate and pears make good match.

I wanted so bad to show you how delicate, moist and mousse this cake is. The picture doesn’t show that all, but the cake is delicious. Give as much pears as you can

From recipe from the blog Raspberries and cream.

Upside down pear chocolate cake

 

  • 200 g  butter (room temperature)
  • 200 g dark chocolate, chopped
  • 150 g  granulated sugar
  • 3 eggs beaten
  • 1 tsp vanilla extract
  • 100 g self-raising flour (or plain flour with 1 tsp baking powder)
  • 3 Tbsp soft brown sugar
  • 3 pears (cut in thick slices)

Line a 23 cm springform pan with parchment paper or lightly greased aluminium foil. Sprinkle the 3 tablespoons of soft brown sugar on the parchment paper. Arrange pear slices over sugar.

Melt the butter, chocolate and granulated sugar in a medium saucepan over low heat (stirring all the time) until smooth. Let it cool completely.

Add the eggs, vanilla extract and flour to the cooled chocolate mixture and stir until smooth (don’t overwork it, flour only need to be incorporated).

Pour the mixture over the pears.

Bake for about 25-30 minutes (or until a toothpick inserted in comes out clean) in a preheated oven at 180°C (160°C fan). Remove from the oven and leave it to cool for 15 minutes, after that time put it upside down on the plate and let it cool completely.

Ciasteczka owsiane ze słonecznikiem

English version

Staram się nie piec ciast w tygodniu, tylko w weekendy, jednak w tygodniu chcąc nie chcąc zdarzają się chwile, gdy potrzebna jest odrobina słodyczy „bo poniedziałek”, „bo znowu pada”, bo na pewno znajdzie się jakaś wymówka. Chcę mieć słój na ciastka, ale wciąż nie znalazłam odpowiedniego, póki co podjadam ciastka z nieładnego, plastikowego pudełka. Smakują tak samo dobrze.

Spróbowałabym was przekonać, że te ciasteczka są zdrowe, w końcu zawierają płatki owsiane i słonecznik. Jednak musicie bardzo przymknąć oko na ilość masła, ale cóż ciasteczka są super kruche i smakują orzechami. Przepis z  bloga Moje wypieki.

Ciasteczka owsiane ze słonecznikiem

  • 1 i 1/3 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1 szklanka ziaren słonecznika
  • 1 kostka miękkiego masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Ziarna słonecznika prażymy na suchej patelni, aż będą jasnozłote. Masło miksujemy z cukrem, cukrem waniliowym i proszkiem do pieczenia. Dodajemy ostudzone ziarna, płatki owsiane, szczyptę soli i mieszamy. Wsypujemy mąkę i zagniatamy ciasto – ma być miękkie i tłuste (jeśli ciasto bardzo się lepi, możemy dodać trochę więcej mąki).

Z ciasta lepimy kulki wielkości małego orzecha włoskiego, kładziemy na blaszce, możemy lekko spłaszczyć.

Pieczemy w temperaturze 175°C (155°C, jeśli pieczemy z termoobiegiem) przez około 15 minut, na złoto. Zdejmujemy z blaszki najlepiej po wystygnięciu, bo są bardzo delikatne.

English version

I try not to bake during the week, only on the weekends, but even though there are moments when I need some kind of sweetness just because it’s Monday or it’s raining again, you can always find an excuse. So I want to have a cute cookie jar. I’m still looking for one that would meet my needs and I eat cookies from my everyday, not too pretty, plastic box. They taste good anyway.

I could try to convince you that these cookies are healthy, because they include rolled oats and sunflower seeds, but please don’t look at amount of the butter, it’s totally worth it. The cookies are so crispy and taste nutty. Recipe from Moje wypieki.

Oatmeal cookies with sunflower seeds

  • 1 1/3 cup plain flour
  • 1 cup old-fashioned rolled oats
  • 1 cup sunflower seeds
  • 250 g butter (room temperature)
  • 1/2 cup granulated sugar
  • 16 g vanilla sugar (or 1 tsp of vanilla extract)
  • 1 tsp baking powder
  • pinch of salt

Roast the sunflower seeds on a dry, hot pan until golden. Cream butter with sugar, vanilla sugar and baking powder. Add cooled sunflower seeds, rolled oats, pinch of the salt and mix all together. Add flour and mix together until it is absorbed. The dough will be soft and sticky (but if it’s too sticky and you can’t form it, just add a little bit more flour). Shape dough into walnut size balls and place on a parchment.

Bake for about 15 minutes in a preheated oven at 175°C (155°C fan). Remove gently (they are very fragile when warm) and let cool on a rack.

Chleb z ziemniakami

English version

Od dawna chciałam zrobić ten chleb. Ziemniaki sprawiają, że chleb jest dłużej świeży, tylko właśnie nigdy mi z tymi ziemniakami po drodze nie było, albo zjadaliśmy wszystkie, albo nie chciało mi się czekać aż się ugotują. Wreszcie się udało. Jest to delikatny chleb z drobnymi dziurkami, który nie wymaga zbyt dużej ilości czasu. Ostatnio wszystkie chleby piekę w garnku żeliwny, jest genialny, ale jeśli go nie macie, zawsze możecie upiec go w zwykłym garnku bez elementów plastikowych, bądź w keksówce, wstawiajć naczynie z wodą na dno piekarnika.
Z przepisu Liski.

Składniki na jeden bochenek:

  • 100 g ugotowanych ziemniaków, rozgniecionych
  • 400 g pszennej mąki (najlepiej chlebowej)
  • 200-250 ml wody
  • 1 łyżeczka soli (użyłam kamiennej, w przypadku morskiej można zwiększyć ilość do 1,5 łyżeczki)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 10 g świeżych drożdży (dałam 5 g instant)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
Drożdże wsypujemy do miseczki, dodajemy cukier, 100 ml ciepłej wody i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na ok. 15 minut, by „ruszyły”.
Mąkę łączymy z solą i ziemniakami, na środku robimy dołek i wlewamy do niego najpierw zaczyn, a potem resztę wody i oliwę. Wodę należy dolewać stopniowo, jej ilość zależy od rodzaju mąki.
Zagniatamy gladkie i sprężyste ciasto.
Przekładamy do miski wysmarowanej oliwą, przykrywamy folią i odstawiamy do wyrastania na godzinę.
Następnie z ciasta formujemy okrągły bochenek, który przekładamy do koszyczka do wyrastania wysypanego mąką (lub do durszlaka lub miski wyłożonej ściereczką, oprószonej solidnie mąką).
Odstawiamy do wyrastania na 45-60 minut.
Wstawić do piekarnika garnek żeliwny i rozgrzewamy go do 240 st C.
Wyrośnięty bochenek przekładamy do rozgrzanego garnka. Po 10 minutach, zmniejszyć temperaturę do 210 st C dopiekać kolejne 15-25 minut, do zrumienienia bochenka.
Upieczony chleb przekładamy na kratkę kuchenną i ostudzić przed pokrojeniem.

English version

Bread with potatoes

I wanted to this bread for ages, but always there was something on my way. We always ate all potatoes or I could wait for them to boil and cool down. This time I made it. The bread is one of quite easy and not too much time consuming. You will get mild bread with small holes. It’s delicious and keep fresh for long time.  Lately I bake all bread in cast iron pan, but if you don’t have one like this, you can try any pot with lid (but without plastic elements) or use any pan and put some dish with water at the bottom of the oven.
Recipe by Liski.

Ingredients for one loaf of bread 
  • 100 g pressed baked potatoes
  • 400 g strong white flour
  • 200-250 ml lukewarm water
  • 1 tsp of salt
  • 1 tsp of sugar
  • 10 g fresh yeast (or 5 g instant yest)
  • 3 Tbsp of olive oil
Put the yeast into the bowl. Add sugar, 100 ml of lukewarm water and stir to combine. Leave for 15 minutes to yeast to „start off”.
In a big bowl whisk together flour, salt and pressed potatoes, add the leaven and then the rest of water and olive oil. Start kneading the dough adding the gradually the water. Amount of water vary on flour type. Dough should be elastic, smooth, not sticky.
Put the dough to the lightly oiled bowl and leave to rise for one hour.
Form it into the ball and put into the floured basket or a bowl covered with floured tea towel. Leave it for 45-60 minutes.
Put the cast iron pan into the oven and heat it to 240 C.
Risen dough put into the heated pan. After 10 minutes lower the temperature to 210 C and bake for next 15-25 minutes until the bread will be golden.
Cool the baked bread on the cooling rack.