Kurczak z pastą curry i mleczkiem kokosowym

To była dobra sobota. Udało mi się przygotować menu na najbliższy tydzień, kupić większość brakujących składników i przygotować pyszne, inne jedzenie 🙂

W zeszłym tygodniu kupiłam pastę curry. Tak nic szczególnego, ale nigdy jej nie próbowałam, więc dla mnie to coś. A u Asi na blogu Kwestia Smaku znalazłam ten o to przepis. Jest pyszny. Jest prosty. Właściwie nie potrzeba do niego przepisu, bo proporcje mogą być dowolne. Jestem nim zachwycona. Idealny przepis na leniwą sobotę 🙂

kurczak curry

Składniki, dla 2 osób:

  • 1 pojedyncza pierś kurczaka
  • 1/2 czerwonej papryki, pokrojonej w paski
  • 1 łyżka czerwonej pasty curry (lub żółtej)
  • 1 mała puszka mleczka kokosowego (lub ½ dużej, dałam 3/4 puszki o pojemności 400ml)
  • 5 łyżek gęstej śmietany
  • cukier trzcinowy do smaku
  • zielone liście np. rukwi wodnej, szpinaku lub roszponki (dałam  estragon)
  • ziarenka sezamu do dekoracji

Można podać z białym ryżem.

Pierś z kurczaka kroimy na kawałki i przyprawiamy solą i pieprzem. Na większej patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy kurczaka i paprykę. Smażymy aż mięso ładnie się przyrumieni. Dodajemy pastę curry. Możemy odłożyć 2 kawałki kurczaka do dekoracji. Na patelnię wlewamy mleko kokosowe (tyle ile lubimy mieć sosu) i chwilę gotujemy. Dodajemy śmietanę, mieszamy i doprawiamy cukrem trzcinowym.

Przekładamy danie na talerz, dekorujemy zieleniną.

My zjedliśmy w towarzystwie białego ryżu ugotowanego z dodatkiem kurkumy.

Zupa pomidorowa – po prostu

Zupa pomidorowa. Po prostu. Nic wymyślnego. Właściwie można ją zrobić bez przepisu. Nie chciało nam sie gotować. W sumie to mieliśmy dość jedzenia przez weekend. Na poniedziałek trzeba było coś lżejszego. Prosta zupa pomidorowa. Żadnego obierania pomidorów. Największy wysiłek wkładamy w krojenie cebuli. Ewentualnie otwieranie puszki. Dobra zupa. Przepis inspirowany zupą toskańską Aleksandry. Gotował Mężczyzna.

składniki:

  • 2 łyżki oliwy
  • 1 posiekana cebula
  • 2 kostki rosołowe (dałam jedną kostkę, jedną bulionetkę)
  • 1 mały koncentrat i 1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 puszkę pomidorów
  • zioła najlepiej świeże, ale mogą być też suszone bazylia, tymianek
  • sól, pieprz
  • makaron lub ryż

W osobnym garnku gotujemy makaron. Na patelni na oliwie podsmażamy cebulę aż się zeszkli. Dodać koncentrat i zioła i smażymy chwilę. Wrzucamy pomidory, zalewamy wodą dodajemy kostki rosołowe. Czekamy aż się zagotuje. Przyprawiamy solą, pieprzem, bazylią i ewentualnie cukrem. Dodajemy makaron, mieszamy i jemy.

Pesto z pestek dyni

Idealny przepis, gdy nie chce nam się gotować. Gdy jedyne na co nas stać to ugotowanie makaronu. Gdy mamy za dużo orzechów, pestek z dyni. W sumie pesto można zrobić z dowolnej zieleniny – widziałam takie z pietruszki i z rukoli. A do tego to takie aromatyczne danie, takie włoskie. Uwielbiam kuchnię włoską, z chęcią pojechałabym znowu do Ligurii, regionu skąd pochodzi pesto 🙂

Przepis idealny na leniwe obiady. Dobry dodatek do grzanek. Można też upiec z nim chleb.

Przepis wg Minty.

Składniki:

  • 2 pęczki bazylii (tak, by uzbierały się nam 3 szklanki listków)
  • 1 szklanka pestek dyni
  • 4 ząbki czosnku, obrane
  • 1/4 szklanki startego sera Grana Padano lub parmezanu
  • 1 szklanka oliwy z oliwek
  • świeżo mielony pieprz, sól

Bazylię myjemy i suszymy, albo odwirowujemy w wirówce do sałaty. Pestki wrzucamy na patelnię i podprażamy trochę. Wszytsko oprócz oliwy i przypraw wrzucamy do miksera i miksujemy na gładką masę. Następnie porcjami dolewamy oliwę i mieszamy aż uzyskamy zadowalającą nas konsytencję. Pesto nie powinno być ani zbyt rzadkie ani zbyt gęste, najłatwiej się przekonamy gdy spróbujemy je rozprowadzić na czymś, za rzadkie będzie się rozlewać, za suche będzie się kruszyło. Na koniec przyprawiamy.

A to i Ligura. Dawno temu, zbyt dawno.

Caponata, czyli bakłażan z pomidorami

Niedziela. Wystawa zdjęć Andreasa Feiningera. Cudowne zdjęcia. Świetne kadry i ten Nowy Jork. Chciałabym kiedyś tam dotrzeć. Czy te budynki są naprawdę takie wielkie? Na dole podobno zawsze jest ciemniej, czy to prawda? Jak zobaczyć te wszystkie miejsca, które się chce zobaczyć? Jak robić tak dobre zdjęcia, kiedy znajdować czas na oglądanie, analizowanie, kadrowanie, obrabianie. Wizyta w Taniej Książce zaowocowała dwoma książkami – Kolor i Krajobrazy i przyroda, przed trzecią się powstrzymałam, a może nie powinnam? Dalsze zakupy to błotniki do roweru dla Mężczyzny i buty dla mnie. Jako kobieta czuję, że mam za mało butów. Wszędzie trąbią, że kobiety mają za dużo butów i torebek, spytajcie mężczyzn. A ja zawsze jestem zbyt praktyczna. Kolejne buty na obcasie, mimo, że najcudowniejsze, skoro ostatnio spędzam czas głównie na rowerze? Skoro buty na obcasie już mam i skoro na zimniejsze dni się nie nadadzą… W ten sposób za każdym razem wchodzę do sklepu obuwniczego i wychodzę z niczym. A dziś, dziś znalazły mnie buty idealne, inne niż mam, wpadające w oko, w cenie zdecydowanie zachęcającej i są moje 🙂

Ale wracając do jedzenia… Znowu dobrze się bawiłam gotując, tzn. ja kroiłam, On smażył i mieszał. Świeże, dojrzałe warzywa są urocze. Przepis znalazłam u Komarki, która ma go z Włoskiej wyprawy Jamiego, książki, o której słyszałam świetne opinie, którą nabyłam, którą przekartkowałam i ma na prawdę cudowne zdjęcia i nie udało mi się zrobić z niej żadnego przepisu, aż do dzisiaj.

Caponata to danie idealne na teraz. Złożone z samych warzyw, ale wyglądające jak  gulasz, albo przynajmniej jak danie zawierające grzyby, a to wszystko oszustwo bakłażone, ale bardzo smaczne i chyba najprzyjemniejszy sposób zjedzenia sporej ilości pietruszki 🙂 A do tego czerwone wino.

Składniki

  • 2 bakłażany,
  • 1 czerwona cebula,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 1 czubata łyżeczka suszonego oregano,
  • 2 łyżki solonych kaparów,
  • garść oliwek (dałam zielone),
  • 5 dużych, dojrzałych pomidorów,
  • 2-3 łyżki ziołowego sosu winegret lub octu ziołowego,
  • duży pęczek natki pietruszki,
  • sól morska,
  • świeżo zmielony czarny pieprz,
  • oliwa z oliwek

Na dużą patelnię wylewamy trochę oliwy z oliwek. Dodajemy pokrojone w dużą kostkę bakłażany(jeśli pokroimy je zbyt drobno za bardzo nasiąkną oliwą), oregano i posypujemy wszystko odrobiną soli. Mieszamy smażąc na dużym ogniu 4-5 minut, aż bakłażany zarumienią się z każdej strony.

Dodajemy posiekany czosnek i cebulę oraz posiekaną razem z łodyżkami natkę pietruszki(zostawiamy trochę do posypania na końcu). Smażymy mieszając kolejne kilka minut, podlewając patelnię oliwą, jeżeli jest za sucha.

Dodajemy kapary, oliwki i skrapiamy wszystko octem ziołowym. Na końcu dodajemy pokrojone pomidory i dusimy około 15 minut (pomidory muszą zmięknąć). Przyprawiamy solą i pieprzem, skrapiamy oliwą z oliwek i posypujemy resztą posiekanej natki. Podajemy z bagietką.

Makaron z sosem śmietano-pomidorowo-tuńczykowym

To jest jedno z najmniej apetycznie wyglądających dań jakie robię. Wygląda właściwie jakby ktoś już je zjadł. Pamiętajcie, ostrzegałam Was. Ale to też danie, które jest idealne z kilku innych powodów. Po pierwsze zawsze wychodzi, aby je zrobić potrzeba składników, które po prostu wymagają otwarcia puszki lub kartonika, żadnego krojenia, siekania, obierania. Nic, zero. A do tego ma taki inny smak. Przepis wynalazłam jeszcze na studiach gdzieś chyba na serwisie kuchnia.o2.pl. Szukałam czegoś innego z tuńczykiem no i znalazłam.

Mi sos zasmakował od razu, ale potem wypróbowałam go na rodzicach i mój Tato, po kilku kęsach odmówił zjedzenia reszty, a mój tata bardzo wybredny nie jest i nigdy nie widziałam, żeby się tak zachował. Od tej pory miałam traumę, czy to jedzenie, które tylko mnie i Mamę przekonuje? W sumie gusta kulinarne mam mieszane, ale zdecydowanie więcej mam ich po Mamie, więc rozumiecie, że potem każdej kolejnej osobie, której podsuwałam to danie, najpierw zapewniałam, że być może jej nie zasmakuje i jakby co niech da znać to zrobię coś innego. Ale mijały lata. Sos smakował koledze, który jest dla mnie mistrzem w kuchni, smakowały wszystkich kolejnym współlokatorom i towarzyszom życia, więc ze spokojnym sumieniem mogę Wam polecić ten przepis. Aczkolwiek uważajcie, komuś może nie zasmakować.

W kwestii smaku tego sosu jestem ortodoksyjna. Dodaję tylko sól i pieprz. Raz dodałam czosnek, ale nie pasował mi on do idei dania, bo wg mnie ten sos powinien być lekko słodkawy od serka topionego i dość mocno śmietanowy. Nie mam problemów ze zmienianiem proporcji, raz daję puszkę tuńczyka, raz dwie, czasem w kawałkach, ale częściej sałatkowy. Śmietanę całą, lub tyle ile akurat zostało. Makaron najlepiej penne, albo muszelki (sos świetnie włazi w makaron). Ale nigdy, przenigdy nie oszczędzajcie na serku topionym. Serek topiony polecam Hochland lub Sertop, pewnie sprawdzi się też sporo innych firm, ale odradzam najtańsze. Sprawdziłam. Definitywnie nie chcecie serka, który zamiast rozpuścić się na patelni zaczyna się na niej smażyć. Definitywnie nie o to chodzi.

Przepis jest dość swobodny jeśli chodzi o ilość składników.

Składniki na sos (4 porcje)

  • 1 lub 2 serki topione po 100 g
  • 1 lub 2 puszki tuńczyka
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 opakowanie małej śmietany 12% lub 18% (200 g)
  • sól, pieprz

Gotujemy ulubiony makaron i w tym samym czasie na nierozgrzaną patelnię wrzucamy serek topiony. Wstawiamy patelnię na średni palnik i mieszamy. Serek powoli zacznie się roztapiać. Jeśli zaczyna się przysmażać, należy zmniejszyć ogień. Gdy serek jest już w postaci półpłynnej dodajemy odcedzonego tuńczyka. Mieszamy. Następnie dodajemy pomidory razem z sokiem. Mieszamy. Czekamy aż się sos zacznie się gotować. Dodajemy śmietanę. Mieszamy, przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Możemy polać makaron sosem albo wymieszać wszystko razem.

Makaron ze szpinakiem

Ostatnimi czasy szukam pomysłów na szybkie obiady. Dość długo nie gotowałam w tygodniu, bo jedzenie na stołówce było niezłe. Nie wiem czy to jedzenie się popsuło czy ja bardziej wybrzydzam – koniec końców zaczęłam gotować obiady. Staram się jednak by ich czas przygotowania zamknął się w max. pół godziny. Dzisiaj makaron ze szpinakiem. Klasyczne proste danie. Robiłam je wielokrotnie . Zazwyczaj daję do niego tylko śmietanę, ale przeglądając różne przepisy postanowiłam co się stanie jeśli dodam – serek Philadelphia. Miała być ricotta, ale w sklepie jej nie było, więc wyszło klasycznie. Diametralnych zmian w smaku nie wyczułam. Osobiście uwielbiam zapach czosnku wymieszanego ze szpinakiem. Proste i szybkie to danie. Można dodać też pokrojoną pierś z kurczaka, jeśli ktoś ma ochotę na mięso. Wzorowałam się najbardziej na przepisie Jamiego Olivera.

Składniki:

  • 450 g szpinaku mrożonego
  • 1 serek Philadelphia
  • 150 ml śmietany
  • łyżka masła
  • olej
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Gotujemy makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu. Odcedzamy.
Na patelnię dajemy odrobinę oleju i łyżkę masła. Wrzucamy posiekany czosnek. Dodajemy mrożony szpinak. Mieszamy aż się rozpuści. Dodajemy śmietanę i serek. Mieszamy. Przyprawiamy do smaku. Wrzucamy do garnka makaron i sos mieszamy. Gotowe 🙂