Ciasto z gruszkami i czekoladą

English version

Mam przyjaciółkę, która dla czekolady zrobi wszystko. Ja ostatnio przeszłam na do etapu, gdzie doceniam czekoladę, ale mogłabym bez niej żyć. A to ciasto pojawiło się przy przeglądaniu ciast z gruszkami, a że to bardzo zgrabne połączenie to się skusiłam.

Bardzo chciałam zaprezentować wam jak cudowne jest to ciasto. Jak delikatne, wilgotne, lekko musowe jest w środku. Zdjęcie jednak nijak tego nie oddaje. A ciasto jest przepyszne. Dajcie tyle gruszek ile zdołajcie.

Przepis z bloga Raspberries and cream.

  • 200 g masła, miękkiego, plus dodatkowo do natłuszczenia
  • 200 g ciemnej czekolady,połamanej na kawałki
  • 150 g drobnego cukru
  • 3 jajka, roztrzepane
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 100 g mąki samorosnącej (lub zwykła plus 1 łyżeczka proszku do pieczenia i szczypta soli)
  • 3 łyżki brązowego cukru (soft brown sugar)
  • 3 gruszki, dojrzałe, obrane, pozbawione pestek i pokrojona na ćwiartki (ja bym poleciła dać tyle gruszek ile się zmieści na dnie, można je pokroić w grube plastry)

Piekarnik nastawiamy na 180 st C. Natłuszczamy tortownicę o średnicy 23 cm i wykładamy dno papierem do pieczenia.
W małym rondelku mieszamy masło, czekoladę, cukier i podgrzewamy na małym ogniu, aż składniki się rozpuszczą cały czas mieszając. Zdejmujemy z ognia i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.
Do wystudzonej masy dodajemy jajka, esencję waniliową i mąkę. Mieszamy do połączenia.
Brązowym cukrem posypujemy dno tortownicy, umieszczamy ćwiartki gruszek i wylewamy na to ciasto. Pieczemy 25-30 minut. Wyjmujemy z piekarnika i pozostawiamy w foremce przez 15 minut, po czym przewracamy na kratkę, tak aby gruszki były na górze i pozostawiamy do wystudzenia.

English version

I have a friend who would do anything for a chocolate. I’m in this stage in my life where I appreciate a chocolate, but I could live without. While I was browsing through the recipes with pears I found this cake. Chocolate and pears make good match.

I wanted so bad to show you how delicate, moist and mousse this cake is. The picture doesn’t show that all, but the cake is delicious. Give as much pears as you can

From recipe from the blog Raspberries and cream.

Upside down pear chocolate cake

 

  • 200 g  butter (room temperature)
  • 200 g dark chocolate, chopped
  • 150 g  granulated sugar
  • 3 eggs beaten
  • 1 tsp vanilla extract
  • 100 g self-raising flour (or plain flour with 1 tsp baking powder)
  • 3 Tbsp soft brown sugar
  • 3 pears (cut in thick slices)

Line a 23 cm springform pan with parchment paper or lightly greased aluminium foil. Sprinkle the 3 tablespoons of soft brown sugar on the parchment paper. Arrange pear slices over sugar.

Melt the butter, chocolate and granulated sugar in a medium saucepan over low heat (stirring all the time) until smooth. Let it cool completely.

Add the eggs, vanilla extract and flour to the cooled chocolate mixture and stir until smooth (don’t overwork it, flour only need to be incorporated).

Pour the mixture over the pears.

Bake for about 25-30 minutes (or until a toothpick inserted in comes out clean) in a preheated oven at 180°C (160°C fan). Remove from the oven and leave it to cool for 15 minutes, after that time put it upside down on the plate and let it cool completely.

Ciasteczka owsiane ze słonecznikiem

English version

Staram się nie piec ciast w tygodniu, tylko w weekendy, jednak w tygodniu chcąc nie chcąc zdarzają się chwile, gdy potrzebna jest odrobina słodyczy „bo poniedziałek”, „bo znowu pada”, bo na pewno znajdzie się jakaś wymówka. Chcę mieć słój na ciastka, ale wciąż nie znalazłam odpowiedniego, póki co podjadam ciastka z nieładnego, plastikowego pudełka. Smakują tak samo dobrze.

Spróbowałabym was przekonać, że te ciasteczka są zdrowe, w końcu zawierają płatki owsiane i słonecznik. Jednak musicie bardzo przymknąć oko na ilość masła, ale cóż ciasteczka są super kruche i smakują orzechami. Przepis z  bloga Moje wypieki.

Ciasteczka owsiane ze słonecznikiem

  • 1 i 1/3 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1 szklanka ziaren słonecznika
  • 1 kostka miękkiego masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Ziarna słonecznika prażymy na suchej patelni, aż będą jasnozłote. Masło miksujemy z cukrem, cukrem waniliowym i proszkiem do pieczenia. Dodajemy ostudzone ziarna, płatki owsiane, szczyptę soli i mieszamy. Wsypujemy mąkę i zagniatamy ciasto – ma być miękkie i tłuste (jeśli ciasto bardzo się lepi, możemy dodać trochę więcej mąki).

Z ciasta lepimy kulki wielkości małego orzecha włoskiego, kładziemy na blaszce, możemy lekko spłaszczyć.

Pieczemy w temperaturze 175°C (155°C, jeśli pieczemy z termoobiegiem) przez około 15 minut, na złoto. Zdejmujemy z blaszki najlepiej po wystygnięciu, bo są bardzo delikatne.

English version

I try not to bake during the week, only on the weekends, but even though there are moments when I need some kind of sweetness just because it’s Monday or it’s raining again, you can always find an excuse. So I want to have a cute cookie jar. I’m still looking for one that would meet my needs and I eat cookies from my everyday, not too pretty, plastic box. They taste good anyway.

I could try to convince you that these cookies are healthy, because they include rolled oats and sunflower seeds, but please don’t look at amount of the butter, it’s totally worth it. The cookies are so crispy and taste nutty. Recipe from Moje wypieki.

Oatmeal cookies with sunflower seeds

  • 1 1/3 cup plain flour
  • 1 cup old-fashioned rolled oats
  • 1 cup sunflower seeds
  • 250 g butter (room temperature)
  • 1/2 cup granulated sugar
  • 16 g vanilla sugar (or 1 tsp of vanilla extract)
  • 1 tsp baking powder
  • pinch of salt

Roast the sunflower seeds on a dry, hot pan until golden. Cream butter with sugar, vanilla sugar and baking powder. Add cooled sunflower seeds, rolled oats, pinch of the salt and mix all together. Add flour and mix together until it is absorbed. The dough will be soft and sticky (but if it’s too sticky and you can’t form it, just add a little bit more flour). Shape dough into walnut size balls and place on a parchment.

Bake for about 15 minutes in a preheated oven at 175°C (155°C fan). Remove gently (they are very fragile when warm) and let cool on a rack.

Chleb z ziemniakami

English version

Od dawna chciałam zrobić ten chleb. Ziemniaki sprawiają, że chleb jest dłużej świeży, tylko właśnie nigdy mi z tymi ziemniakami po drodze nie było, albo zjadaliśmy wszystkie, albo nie chciało mi się czekać aż się ugotują. Wreszcie się udało. Jest to delikatny chleb z drobnymi dziurkami, który nie wymaga zbyt dużej ilości czasu. Ostatnio wszystkie chleby piekę w garnku żeliwny, jest genialny, ale jeśli go nie macie, zawsze możecie upiec go w zwykłym garnku bez elementów plastikowych, bądź w keksówce, wstawiajć naczynie z wodą na dno piekarnika.
Z przepisu Liski.

Składniki na jeden bochenek:

  • 100 g ugotowanych ziemniaków, rozgniecionych
  • 400 g pszennej mąki (najlepiej chlebowej)
  • 200-250 ml wody
  • 1 łyżeczka soli (użyłam kamiennej, w przypadku morskiej można zwiększyć ilość do 1,5 łyżeczki)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 10 g świeżych drożdży (dałam 5 g instant)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
Drożdże wsypujemy do miseczki, dodajemy cukier, 100 ml ciepłej wody i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na ok. 15 minut, by „ruszyły”.
Mąkę łączymy z solą i ziemniakami, na środku robimy dołek i wlewamy do niego najpierw zaczyn, a potem resztę wody i oliwę. Wodę należy dolewać stopniowo, jej ilość zależy od rodzaju mąki.
Zagniatamy gladkie i sprężyste ciasto.
Przekładamy do miski wysmarowanej oliwą, przykrywamy folią i odstawiamy do wyrastania na godzinę.
Następnie z ciasta formujemy okrągły bochenek, który przekładamy do koszyczka do wyrastania wysypanego mąką (lub do durszlaka lub miski wyłożonej ściereczką, oprószonej solidnie mąką).
Odstawiamy do wyrastania na 45-60 minut.
Wstawić do piekarnika garnek żeliwny i rozgrzewamy go do 240 st C.
Wyrośnięty bochenek przekładamy do rozgrzanego garnka. Po 10 minutach, zmniejszyć temperaturę do 210 st C dopiekać kolejne 15-25 minut, do zrumienienia bochenka.
Upieczony chleb przekładamy na kratkę kuchenną i ostudzić przed pokrojeniem.

English version

Bread with potatoes

I wanted to this bread for ages, but always there was something on my way. We always ate all potatoes or I could wait for them to boil and cool down. This time I made it. The bread is one of quite easy and not too much time consuming. You will get mild bread with small holes. It’s delicious and keep fresh for long time.  Lately I bake all bread in cast iron pan, but if you don’t have one like this, you can try any pot with lid (but without plastic elements) or use any pan and put some dish with water at the bottom of the oven.
Recipe by Liski.

Ingredients for one loaf of bread 
  • 100 g pressed baked potatoes
  • 400 g strong white flour
  • 200-250 ml lukewarm water
  • 1 tsp of salt
  • 1 tsp of sugar
  • 10 g fresh yeast (or 5 g instant yest)
  • 3 Tbsp of olive oil
Put the yeast into the bowl. Add sugar, 100 ml of lukewarm water and stir to combine. Leave for 15 minutes to yeast to „start off”.
In a big bowl whisk together flour, salt and pressed potatoes, add the leaven and then the rest of water and olive oil. Start kneading the dough adding the gradually the water. Amount of water vary on flour type. Dough should be elastic, smooth, not sticky.
Put the dough to the lightly oiled bowl and leave to rise for one hour.
Form it into the ball and put into the floured basket or a bowl covered with floured tea towel. Leave it for 45-60 minutes.
Put the cast iron pan into the oven and heat it to 240 C.
Risen dough put into the heated pan. After 10 minutes lower the temperature to 210 C and bake for next 15-25 minutes until the bread will be golden.
Cool the baked bread on the cooling rack.

Spotkanie bloggerów irlandzkich

English version

Drogheda  jest niedużym miastem ok. 50 km od Dublina. Chłopak koleżanki z którą wybrałam się na spotkanie blogerskie, prawdziwy Irlandczyk, spytał się jej „po co tam jedziecie, przecież to dziura”. Czy to prawda czy nie, nie mnie oceniać. Na pewno więcej o mieście możecie się dowiedzieć od Clare, która mieszkała tam ponad rok. Dla mnie zawsze miłym zaskoczeniem jest, że w Irlandii nawet w małych miejscowościach można znaleźć takie miejsca jak Eastern Seaboard Bar & GrillBrown Hound Bakery, które odwiedziliśmy. Miejsca z klasą i do tego wypełnione po brzegi. Mam nadzieję, że kiedyś i w moim rodzinnym mieście będzie można pójść do naprawdę dobrej restauracji, albo tak prześlicznej cukierni.

Ale może zacznijmy od początku. Wszystko zaczęło się od tego, że tuż przed przeprowadzką do Irlandii szukałam wszelkich możliwych informacji na jej temat, a jako, że mam słabość do blogów to udało mi się trafić na bloga Clare, która do Irlandii przeprowadziła z Los Angeles. To było pierwsze wow, bo wydawać się może, że kierunek powinien być odwrotny. To dzięki Clare dowiedziałam się, że w Irlandii blogi o jedzeniu mają swoje własne stowarzyszenie IFBA – Irish Food Bloggers Association i to w ramach ich spotkań odbyła się nasza wizyta w Droghedzie.

Najpierw odwiedziliśmy cukiernię Brown Hound Bakery, która mi przypominała Paryż, w innych relacjach przekonacie się, że większość osób czuła się jakby była na Manhattanie. Nic dziwnego w końcu to cukiernia amerykańska.  Szczerze powiedziawszy spodziewałam się bardziej swojskiego wnętrza, a to jest eleganckie, dopracowane w każdym szczególe. Właścicielami zarówno restauracji jak i piekarni są Reuven i jego żona Jeni, przy otwieraniu piekarni pomagał im Craig Thompson, który przyjechał z Nowego Jorku na trzy miesiące, żeby pomóc przy szkoleniu załogi oraz przy opracowywaniu przepisów, wiele z nich powstała na bazie przepisów jego babci. A czy wspominałam, że nazwa cukierni pochodzi od czekoladowego labradora, którego mają od roku i podbił ich serca? (kiedyś będę miała psa i kota i cukiernię na ich cześć, o!). W cukierni znajdziecie pełno przedmiotów, o których Jeni opowiada z pasją, a tu odnowiona lada, która czekała od dawna na swoje miejsce i czas, klosze na ciastka, na podstawkami, których pracuje znajomy stolarz itd.

Obok cukierni mamy Mo’s To Go – jedzenie na wynos, są to w większości wybrane potrawy z menu restauracyjnego oraz takie klasyki jak Coney Island Corn Dogi.

Obiad w restauracji minął w iście bloggerskim nastroju, tzn. gdy tylko pojawiało się na stole nowe danie w ruch szły aparaty. W ramach przystawek gratis na stole zawitał świeży przepyszny chleb. Tak to najprostszymi rzeczami zdobywa się serca.

Przystawka – cheddar z jabłkami i chutneyem. Proste i pyszne, muszę wypróbować kiedyś na znajomych.

Pstrąg morski z sałatką z pomidorów i ogórków.

W wypadku deseru było najtrudniej, ciężko było się zdecydować pomiędzy Miseczkami niebiańskiej czekolady z cytrynowymi kruchymi ciastkami, brownie z orzechami i lodami, galaretką kawową z lodami, créme brulee z pistacjowymi biscotti… Stanęło na dwóch pierwszych, do podziału z Monicą. Niestety nie zobaczycie zdjęcia brownie, bo zupełnie nie oddawało tego co się kryło w tej miseczce, ale uwierzcie było pyszne.

Dostaliśmy również mały prezent na osłodę nadchodzącej niedzieli.

An American in IrelandThe Daily SpudI Can Has CookDinnerduJourGunternation,Caryna’s CakesGracie BakesKatz MiaowSmorgasblog, Monica oraz Grainne, dziękuję za uroczy wieczór, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

English version

Drogheda  is small town about 50 km from Dublin. My friend’s boyfriend asked „Why are you going there, there is nothing”. Is it a true or not isn’t for me to judge, you should rather ask Clare, who had lived there for over a year. For me is always great surprise to find out that in Ireland even in small town you can find such a fabulous places like  Eastern Seaboard Bar & Grill and Brown Hound Bakery. They are fantastic and packed with customers. I hope one day in my hometown I will be able to go to really good restaurant or lovely bakery.

But maybe I start from the beginning. Everything started from this that before my move to Ireland I was looking for any interesting information about it and because I love blogs I was looking mostly there and I found the blog wrote by Clare, who moved to Ireland from Los Angeles. It was my first wow, because I would think that people should rather moving in the opposite direction. Thanks to Clare I found about about  IFBA – Irish Food Bloggers Association and I had pleasure to join its meeting in Drogheda. 

We started our tour with a visit to Brown Hound Bakery. I felt there like in Paris, but in the other relations you will read that it also reminds Manhattan as well. No wonder, it’s American bakery.  I was rather expecting cosy, home like interior, but this one is classy and still cosy, but a little bit in a different way. You can easily see a care for the every detail. The owners of both restaurant and bakery are Reuven and his wife Jeni. Before opening the bakery helped them Craig Thompson, who came from New York for three months to help with training staff and developing the recipes. Many of them were based on his grandma recipes. And did I mention that the name of the bakery comes from their chocolate labrador. They have it for a year and it stolen their hearts (one day I will have a dog, cat and bakery with their names in it!). In the bakery you will find a lot of the things that Jeni can tell you about lovely stories. She has a great eye for details and you can see she just love this place.

Next to the bakery is Mo’s To Go – take away. Mostly you can find dishes known from the restaurant menu but also classics like Coney Island Corn Dog.

We spent dinner in a very blogger atmosphere, every time there was a new dish on the table all the cameras were taking pictures.

I love simple, delicious food like this warm bread.

Starter – Ploughman’s Plate sharp vintage cheddar, an apple & warm crusty bread. So simple and delicious, I must try it on my friends. 

Sea trout with salad from cucumbers and tomatoes. 

I love desserts and it was so hard to decide. Just read this mouthwatering names – little pots of warm chocolate heaven with citrus shortbread for dipping, molten macadamia fudge brownie with toffee ice cream, crème brulee  w/ pistachio & candied orange biscotti… Monica and I decide to share the two with ones with chocolate. It was so good. But you won’t see brownie on the picture, it just didn’t looked right, but it was so delicious.

We also get some goodies bag. I love goodies bag.

An American in IrelandThe Daily SpudI Can Has CookDinnerduJourGunternation,Caryna’s CakesGracie BakesKatz MiaowSmorgasblog, Monica and Grainne thanks for a lovely meeting and I hope to see you again.

Chlebek bananowy

Upiekłam chlebek bananowy. Tydzień czekaliśmy aż banany dojrzeją wystarczająco. Podejrzewam, że mogłyby poleżeć jeszcze trochę, ale był piątek i należało siebie jakoś nagrodzić. Szczególnie, że w tym tygodniu przez to, że kończył nam się karnet na siłownię, żeby nie stracić wejść chodzimy tam prawie codziennie. Na pewno ma to sporo plusów, ale chcąc nie chcąc jest to męczące.

Obawiałam się tego chlebka, już kiedyś piekłam jeden i był sympatyczny, ale taki suchy. Ale Liska ostatnio przy okazji ciasta czekoladowego Sophie Dahl po raz kolejny zachwalała ten przepis, jak to jest uwielbiany przez jej znajomych, że taki łatwy i taki pyszny. Więc powstrzymałam się przed wykorzystaniem innych, bardziej fikuśnych przepisów, choćby tego Bei na ciasto czekoladowo-bananowe. A chlebek jest mmmm… pyszny, bardzo bananowy, bardzo gliniasty, albo nazywając rzeczy po imieniu zakalcowaty, być może mój wyszedł bardziej wilgotny, być może gdybym rozgniotła banany bardziej, byłby bardziej puszysty. Nie ważne. Jest przepyszny. Przepisu z bloga White plate.

A dzisiaj idę na spotkanie z irlandzkimi bloggerami kulinarnymi, w planie kolacja w Eastern Seaboard i wycieczka po piekarni Brown Hound Bakery. Trochę się stresuję 😉

 

 

Składniki
Na keksówkę o długości 23 cm

  • 4 bardzo dojrzałe banany
  • 150 g brązowego cukru (dałam ciemny muscovado)
  • 1 jajko, rozbełtane
  • 75 g miękkiego masła
  • 1 cukier waniliowy (dałam 10 g więcej cukru i łyżeczkę ekstraktu waniliowego)
  • 170 g mąki
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka sody

Piekarnik nagrzewamy do 180 st C.
Keksówkę smarujemy masłem i posypujemy tartą bułką, mąką lub kaszą manną.
Banany rozgniatamy widelcem, łączymy z cukrem, jajkiem, masłem i cukrem waniliowy.
Mąkę mieszamy z solą i sodą. Dodajemy do bananów. Dokładnie mieszamy.
Wlewamy do formy, wstawiamy do piekarnika i pieczemy godzinę.
Ciasto początkowo rośnie bardzo opornie, nie należy się tym przejmować. Później powinno wypełnić całą blachę. (Moje ciasto rosło bardzo ładnie, nawet bałam się, że wypłynie z foremki, tylko po wyjęciu z piekarnika opadło.)
Po upieczeniu studzimy w formce.

Ciasto śliwkowe z migdałami

Wróciłam do ciast z owocami. Wychodząc z założenia, że jeśli mam rzucić się na słodycze to lepiej, żeby były domowe niż kupne. Śliwki były bardzo kwaśne, ale miały fantastyczny kolor, a Mężczyzna nie wiem kiedy zjadł sam większość ciasta, ale w sumie trudno mu się dziwić. Bardzo szybki i dobre ciasto. Dla odmiany bez kruszonki. Z przepisu z bloga White Plate.
Składniki: 
  • 200 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 200 g masła, pokrojonego w kostkę
  • 1 łyżeczka startej skórki pomarańczowej (świeża lub suszona – nie chodzi o skórkę kandyzowaną)
  • 100 g cukru pudru
  • żółtko
  • 500-600 g śliwek (ich ilość zależy tylko od tego, ile damy radę ułożyć na cieście, ja piekłam w mniejszej formie więc udało mi się zmieścić ok. 300-400 g)
  • 1-2 łyżki cukru, najlepiej brązowego, ale może też być biały
  • 30 g migdałów, pokrojonych w słupki (dałam w platkach)

Formę o wymiarach 20×30 cm (lub tortownicę o średnicy 24-26 cm) wykładamy papierem do pieczenia.
Mąkę mieszamy z proszkiem, solą i skórką. Dodajemy cukier, masło i żółtko i szybko zagnieść ciasto – możemy to zrobić także mikserem, ale waże jest to, by ciasta nie wyrabiać zbyt długo, wystarczą 2-3 minuty.
Ciastem wylepiamy formę do pieczenia i na wierzchu układamy śliwki pokrojone na ćwiartki, nacięciem do góry. Posypujemy cukrem i migdałami.
Piekarnik nagrzewamy do 180 st C. wstawiamy ciasto i pieczemy 40-50 minut. Wierzch powinien być złotobrązowy, a ciasto puszyste.
Przed podaniem możemy posypać cukrem pudrem.

Łosoś w marynacie imbirowo-miodowej

W pobliżu domu mamy świetny sklep rybny Kish Fish. Raz w tygodniu dostaję SMSem informację, co w tym tygodniu będzie na promocji. Mężczyzna marudzi, że jemy za mało ryb, cóż w tygodniu zdarza nam się jeść, tylko w ramach tego, że jest to gotowanie stołówkowe to nigdy nie dorównuje własnoręcznie, świeżo upieczonej rybie. To jeden z tych banalnych przepisów, w którym prawie nic nie trzeba robić, a i tak smakuje bajecznie, z resztą spójrzcie tylko na składniki. Łosoś jest lekko słodki, lekko pikantny, w zależności od tego jaka paleta smakowa wam bardziej odpowiada. Przepis znaleziony u Liski.

Składniki na marynatę

  • sos sojowy
  • cytryna
  • miód
  • łyżka musztardy
  • łyżeczka startego świeżego imbiru
Proporcje zależą od waszych upodobań, ja zaczęłam od dodanie sosu sojowego, cytryny i miodu po łyżce, dodałam musztardę i imbir. Wszystko zamieszałam i spróbowałam. Zgodnie z wskazówką Liski starałam się uzyskać smak zrównoważony, żeby żaden ze składników nie przytłumił innych.

Do ta przygotowanej marynaty wkładamy dzwonka łososia i trzymamy w niej minimum godzinę (najlepiej przez całą noc).
Następnie pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C ok. 20 minut i podajemy z ryżem lub ziemniakami.

Zwyczajne ciasteczka

Od dłuższego czasu z ciastkami zupełnie mi nie po drodze, mimo, że uwielbiam mieć je gdzieś w zapasie, na gorsze czasy, albo zjeść od razu jakoś zupełnie mi nie po drodze mi było, nawet zakup nowych foremek nie pomógł. Zbierałam się jak sójka za morze. A jak się zabrałam to żaden przepis nie był wystarczająco dobry, bo wypadałoby żeby ciastka się nie odkształcały i żeby były jakieś inne, no i żeby nie trzeba było z domu wychodzić po składniki.

Te ciasteczka się trochę odkształcają, ale nie za bardzo. Są bardzo delikatne, praktycznie rozpływają się w ustach i są najzwyczajniej w świecie zwyczajne.

Praktycznie cały zapas ciastek został zjedzony  w czasie podróży na Achill Island przez naszych podlondyńskich znajomych, a właściwie to znajomego, który zajadając jedno ciastko za drugim powtarzałam „Mmmm dobre, bardzo dobre”

I to nie prawda, że w Irlandii ciągle pada.

Chociaż dobrze mieć zawsze ze sobą parasol i okulary przeciwsłoneczne.

Zwyczajne ciasteczka

Składniki na około 25 – 30 sztuk ciasteczek:
Z bloga Moje wypieki

  • 115 g miękkiego masła
  • 50 g cukru waniliowego (dałam zwykły cukier, i dodałam startą tonkę)
  • 1 jajko, roztrzepane
  • 1/4 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 200 g mąki
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej

Dodatkowo:

  • 1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka
  • gruby cukier

Masło ubijamy z cukrem aż będzie puszyste. Wbijamy jajko i ekstrakt z wanilii, dalej ubijając (w tym momencie masa lubi się warzyć, ale kompletnie się tym nie przejmować, bo nie ma to wpływu na ciasto). Dodajemy mąkę, proszek, sodę oraz mąkę ziemniaczaną i miksujemy/wyrobiamy. Ciasto powinno być miękkie, ale nie klejące.

Blat wysypujemy mąką. Ciasto rozwałkowujemy, wycinamy ciasteczka, delikatnie przenosimy je na wyłożoną papierem blachę (są bardzo delikatne i miękkie, najlepiej podważać je nożem).

Jajko roztrzepać z mlekiem. Smarujemy ciastka, posypujemy cukrem. Pieczemy około 15 minut w temperaturze 180ºC. Po upieczeniu studzimy na kratce.

Ciasto z owocami i marcepanem

Mówiłam wam, że jakoś z ciast najlepiej mi ostatnio przypadają te z owocami. Jakiś czas temu Mężczyzna zaprosił na kolację znajomych – Francuzkę, Włocha i Chinkę. Muszę przyznać, że byłam zestresowana, bo czym można nakarmić taką mieszankę? Na pewno nic francuskiego, ani włoskiego. Rano postanowiłam zacząć od zrobienia ciasta drożdżowego. Mam zawsze z nim na pieńku i tym razem skończyło się jak zwykle, przepis, który wybrałam miał zachwiane proporcje, ciasto zamiast mięciutkie wyszło twarde, że nawet nie planowałam dodawać do niego owoców, tylko wybrać inny, zwykły, niedrożdżowy przepis. Skorzystałam z przepisu  z bloga Moje wypieki, które zawsze mi wychodzą, poza tym Dorotuś ma przepisy chyba na wszystkie możliwe ciasta. Zamiast śliwek dałam jagody i truskawki. Reszta obiadu przetransformowała się z pierogów na zapiekankę, bo obawiałam się, że jak spędzę jeszcze chwilę w kuchni i jeszcze zacznie mi coś nie wychodzić to zacznę krzyczeć, więc postanowiłam zachować choćby odrobinę dobrego humoru przed dotarciem gości.
Ciasto było genialne, delikatne, wilgotne. Domowy chleb bez zagniatania też wszystkim smakował, ale samo danie główne cóż mogło być lepsze. Na szczęście nikt nie wybrzydzał, więc chyba nie było najgorsze.  Czasem lepiej sobie odpuścić niż zepsuć sobie humor do cna. Z resztą może jeszcze kiedyś nas odwiedzą i wtedy uda mi się przygotować pierogi?

ciasto z marcepanem

Składniki:
foremka: tortownica 21 cm (przelicznik foremek)

  • 200 g masy marcepanowej, startej na tarce na dużych oczkach
  • 250 g miękkiego masła
  • 220 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego (16 g) (dałam ekstrakt waniliowy)
  • kilka kropel olejku migdałowego (pominęłam)
  • szczypta soli
  • 4 jajka
  • 250 g mąki pszennej
  • 75 g mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • kilka łyżek migdałów w płatkach
  • około 2 kg śliwek (dałam jagody i truskawki ok. 1 kg)

Masło, 200 g cukru, cukier wanilinowy, olejek migdałowy i sól ucieramy. Dodajemy starty marcepan i jajka (jedno po drugim, cały czas ucierając lub miksując). Mąkę mieszamy z mąką ziemniaczaną i z proszkiem do pieczenia, dodajemy do ciasta i dobrze mieszamy.

Ciasto wykładamy na blachę (wyłożoną uprzednio papierem do pieczenia), na cieście rozkładamy śliwki, posypać resztą cukru i płatkami migdałów.(Ja dodałam jeszcze trochę marecpanu na wierzchu ciasta, pomiędzy śliwkami)

Wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy w temperaturze 175°C przez 45 – 50 minut (do tzw. suchego patyczka). 15 minut przed końcem pieczenia przykrywamy ewentualnie folią aluminiową (jeśli ciasto jest zbyt przyrumienione). Kroimy po wystudzeniu.

 

Ciasto czekoladowe Nigelli

Przyznam się, że ostatnio jak już piekę to głównie ciasta z owocami, ale przez to zapewne poczułam ogromną chęć powrotu do czekoladowej klasyki. Do czegoś bez owoców. Przepis znalazłam u Dorotuś. Ciasto jest mocno czekoladowe, takie, że po jednym kawałku mówi się „wystarczy”. Idealne dla miłośników czekolady, szczególnie gdy chcą czegoś innego niż brownies i niż murzynek. Ciasto jest ciężkie i klejące. Moje przewrotna dusza natomiast jak tylko spróbowałam tego ciasta, zatęskniła za ciastem z kruszonką i owocami, co nie zmienia faktu, że z ciasta nie zostały nawet okruszki (a ciasto z owocami się studzi :))

Składniki:

  • 200 g mąki pszennej
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 50 g kakao
  • 200 g cukru
  • 175 g masła, o temperaturze pokojowej
  • 2 jajka
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • 80 ml kwaśnej śmietany
  • 125 ml wrzącej wody
  • 175 g czekoladowych drobinek (chipsów), gorzkich lub mlecznych (dałam gorzką, posiekaną czekoladę)

Na syrop:

  • 1 łyżeczka kakao
  • 125 ml wody
  • 100 g cukru
  • 25 g startej ciemnej czekolady, do posypania
Foremka: tortownica 21 cm (przelicznik foremek)

Wszystkie składniki powinny być o temperaturze pokojowej.
Miksujemy mąkę, sodę, kakao, cukier, masło, jajka, ekstrakt, śmietanę na gładką masę. Powoli dolewamy wrzącą wodę, cały czas miksując. Wsypujemy czekoladowe chipsy i mieszać.
Ciasto przelewamy do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą foremki.
Pieczemy w temperaturze 170ºC przez około 60 minut, do tzw. suchego patyczka (na patyczku może pojawić się nam rozpuszczona czekolada, ale nie surowe ciasto).
20 minut przed końcem pieczenia ciasta przygotowujemy syrop: w garnuszku zagotowujemy wodę, kakao, cukier. Gotujemy przez kilka minut, aż część wody odparuje, najlepiej aż syrop będzie klejący i cukier się lekko skarmelizuje. Jeszcze ciepłe ciasto polewamy syropem, którego część wsiąknie w gąbczaste ciasto.
Wystudzone posypujemy startą czekoladą (przyklei się ona do lepkiego ciasta).