Lemon curd

Lemon curd. Kolejne kulinarne odkrycie. Niesamowite jak na świecie jest dużo prostych rzeczy, których jeszcze nie próbowałam. Pierwsze poważniejsze spotkanie z lemon curdem odbyło się przy okazji świątecznego sernika. Miałam ochotę wtedy wypróbować jakąś lżejszą wersję i przy okazji bardzo zaprzyjaźniłam się z tym cytrynowym smakiem szkoda, że wtedy wyszło go tak mało. Dorotkowy lemon curd jest w wersji bez masła.

Szperając po sieci dowiedziałam się, że lemon curd to z jednej strony krem używany do tart, ciast, z drugiej strony to coś pomiędzy słodkim masełkiem, budyniem i konfiturą stosowaną do tostów, scones czy muffinek. Curd zawiera dużo owocowego soku i startej skórki. Może być robiony też z innych cytrusów, mango czy owoców jagodowych  definitywnie będę musiała spróbować).

Świetne zestawienie przepisów znajdziecie na blogu Eksplozja smaku. Przyznam, że trochę zazdroszczę Wiosence27, że miała okazję porównać wszystkie trzy smaki na raz.

Zdecydowałam się na przepis Asi z Kwestii Smaku. Podobał mi się udział masła i proporcje. Na zagranicznych blogach najczęściej dodawano dużo więcej cukru.

Lemon curd jest esencją cytryny – mocny, owocowy. Być może mój mógłby być gęstszy, ale dowiem się o tym następnym razem, bo na pewno jeszcze nie raz zrobię to cytrynowe cudo.

lemon curd - krem cytrynowy

Składniki na 2 szklanki lemon curd*:

  • 3 cytryny (skórka i sok)
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • 100 g masła (bardzo zimnego)

Cytryny sparzamy i szorujemy szczoteczką. Osuszamy. Ścieramy skórkę na tarce o małych oczkach (tylko żółtą, zewnętrzną jej część, biała część jest gorzka). Wyciskamy sok i przelewamy przez sitko.

Jajka wbijamy do miski i roztrzepujemy widelcem. Dodajemy sok z cytryny, skórkę i cukier, mieszamy.

Miskę zawieszamy na garnuszku z lekko gotującą się wodą i mieszamy masę drewnianą łyżką. Gdy masa zacznie się ocieplać, zaczynamy dodawać po łyżce zimne masło. Cały czas mieszając dodajemy kolejne łyżki masła, jak tylko poprzednie dawki masła roztopią się. W miarę jak masa będzie się coraz bardziej podgrzewać, masło będzie szybciej się roztapiało. Cały proces mieszania i roztapiania masła powinien zająć około 10 minut.

Mieszamy dalej aż do momentu gdy masa zacznie gęstnieć (po około 5 – 10 minutach, regulując wielkość płomienia). Zestawiamy z ognia gdy masa zacznie gęstnieć. (Jedna z wskazówek, które uważam za pomocną to, że masa jest wystarczająco gęsta jeśli masa zachowuje kształt po tym jak zrobicie na niej ślad łyżka)  Zostawiamy do całkowitego ostudzenia.

* wskazówki Asi dla początkujących:

1) cały czas mieszaj masę,

2) pamiętaj, że masło musi być bardzo zimne,

3) jeśli widzisz, że masa za szybko się podgrzewa, zdejmij na chwilkę miskę z garnka, nie przerywaj mieszania,

4) po dodaniu całego masła, przestań gotować masę jak tylko zacznie ona gęstnieć,

5) nie przyspieszaj przygotowywania masy np. przez zwiększanie temperatury, bo otrzymasz jajecznicę!

Wskazówka ode mnie – nie panikujcie, ja spędziłam z lemon curdem dość długie chwile, bo bardzo chciałam go nie popsuć, ale spokojnie mogłam zastosować dużo większy ogień, podejrzewam, że z każdym kolejnym podejściem będę odważniejsza, najważniejsze nie przegiąć w żadną stronę 🙂

lemon curd - krem cytrynowy

Zapiekanka z wołowiną i purée (Cottage pie with cheese and mash)

Zapiekanka z wołowiną znaleziona na blogu „Kwestia smaku” jest pyszna. Jakiś czas temu widziałam jak Jamie Oliver robi podobną tylko w wersji rybnej i bardzo mi się spodobała idea zapiekanki z purée, a mięso mielone bardzo lubię, więc było to idealne połączenie. Drobne obawy przed dodaniem pietruszki do purée okazały się zbędne, smak nie jest mocno wyczuwalny, ziemniaki są po prostu trochę słodsze. Mimo braku sosu Worcester i chedarra zapiekanka wyszła świetna. Polecam.

Mięso:

  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 1 średnia cebula, posiekana w drobną kosteczkę
  • 1 duża marchewka, pokrojona w małą kosteczkę
  • 450 g mielonej chudej wołowiny
  • 2 łyżki przecieru pomidorowego
  • 300 ml wrzącego bulionu wołowego
  • 2 łyżki sosu Worcestershire (dodałam sos sojowy grzybowy)
  • 1 łyżka listków świeżego tymianku (dałam suszony)
  • sól i świeżo zmielony czarny pieprz

Purée:

  • 350 g ziemniaków
  • 350 g pasternaku lub pietruszki
  • 3 łyżki mleka
  • 2 szczypty tartej gałki muszkatołowej
  • 60 g tartego sera Cheddar (dałam mieszankę salsami i suszonego parmezanu)

Przygotowanie:
Mięso: Na dużej patelni rozgrzej olej i na średnim ogniu zeszklij nie rumieniąc cebulę razem z marchewką, często mieszając, przez 5 minut. Dodaj mielone mięso, zwiększ ogień i smaż mieszając przez 5 minut. Dodaj przecier i smaż przez 1 minutę, następnie wlej gorący bulion i sos Worcestershire. Doprowadź do wrzenia, przykryj, zmniejsz ogień i gotuj przez 20 minut pod przykryciem. Zdejmij pokrywkę i gotuj przez 7 – 10 minut, aż większość płynu wyparuje. Dodać tymianek, dopraw solą oraz świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Wyłóż do niedużego naczynia żaroodpornego o wymiarach około 17 x 17 cm (maksymalnie 2 litry pojemności).

Purée: Ziemniaki i pasternak lub pietruszkę obrać i pokroić na średniej wielkości kawałki. Włóż do garnka, zalej zimną wodą, posól i zagotuj. Gotuj pod przykryciem przez 15 minut, aż warzywa będą miękkie. Odsącz, chwilę odparuj, dodaj mleko i gałkę muszkatołową, zrób gładkie purée praską do ziemniaków. Dopraw solą oraz pieprzem.

Piekarnik nagrzej do 180 stopni. Wyłoż purée na mięso, posyp tartym serem Cheddar. Piecz przez 25 minut, aż wierzch się zarumieni (ja dodatkowo włączyłam funkcję grilla w piekarniku na kolejne 3 – 4 minuty, aby wierzch zapiekanki był bardziej zrumieniony i trochę chrupiący).