Ciasto dyniowo-pomarańczowe

Zakochałam się. Pamiętacie ciasto z cukinią i masą innych rzeczy? Było dobre. Tym razem wypróbowałam modyfikację Bei na wersję z dynią i jest genialna. W cieście z cukinią, wbrew rozsądkowi uważałam, że czekolady jest za dużo, więc tym razem zrobiłam wersję z rodzynkami i dałam trochę mniej orzechów. Ciasto jest bajecznie pomarańczowe, wilgotne i tak sobie myślałam, że jakby upiec w formie do babki i polać polewą czekoladową to zrobiłoby furorę na święta. Mam nadzieję, że uda się Wam znaleźć dynię.

ciasto z dynia i pomarańczą

Składniki
(na keksówkę o wymiarach 30 x 11 cm)

  • 200 g miąższu dyni
  • 125 g miękkiego masła
  • 160 g brązowego cukru (jeśli używacie białego możecie dać minimalnie mniej)
  • 3 jajka
  • 80 g jogurtu
  • 50 ml (ok. 4 łyżki) Grand Marnier (lub soku pomarańczowego – dałam sok)
  • 220 g mąki (dałam pełnoziarnistą)
  • 1  łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3/4  łyżeczki sody
  • otarta skórka z 1 pomarańczy
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika
  • 1/2 łyżeczki ‘kwiatu’ muszkatołowca (ja dałam gałki muszkatołowej)
  • 50 g bardzo drobno zmielonych orzechów włoskich
  • 75 g kandyzowanej skórki pomarańczowej (dałam 40 g)
  • 75 g orzechów włoskich (dałam 50 g)
  • 75 g gorzkiej czekolady (dałam 50 g rodzynek)

Piekarnik rozgrzewamy do 180°.

Miąższ dyni ścieramy na tarce (na małych otworach), odciskamy nadmiar soku.

Orzechy lekko rumienimy na suchej patelni. Siekamy orzechy i skórkę kandyzowaną.

Mąkę mieszamy z proszkiem, sodą i przyprawami. Masło ucieramy z cukrem na kremową masę, a następnie dodajemy po jednym jajku dalej ucierając.

Dodajemy otartą skórkę z pomarańczy, Grand Marnier lub sok pomarańczowy, mieszmay, a następnie dodajemy partiami mąkę na przemian z jogurtem.

Na koniec dodajemy dynię, orzechy, czekoladę, skórkę kandyzowaną i raz jeszcze mieszamy.

Wlewamy masę do natłuszczonej i oprószonej mąką (lub wyłożonej papierem) formy i pieczemy ok. 50 – 55 minut.

Pozostawiamy ciasto na chwilę w wyłączonym piekarniku (drzwiczki lekko uchylone), a następnie studzimy na kratce.

Cytrusada

Dzisiaj w końcu dotarłam do kuchni na dłużej. Tydzień był szalony, po ponad półtora tygodnia nic nierobienia, nagle zabrakło czasu na cokolwiek. Dzisiaj piekłam ciasto cytrusowe, dużo było w nim skórki, mało soku. Stąd też cytrusada. W sumie wyszła bardziej jak sok, lekko szczypiąca w język, ale bardzo fajna. Tak na prawdę można dowolnie miksować cytrusy, ilość wody i miodu. Jeszcze tylko, żeby było dużo słońca i będzie idealnie.

Bazą był przepis Polki.

Składniki

  • 2 cytryny
  • 2 pomarańcze
  • 1 limonka
  • 50 g miodu
  • ok. 500 ml woda mineralna

Miód rozpuszczamy w garnuszku z 50 ml wody. Wlewamy do dzbanka. Wyciskamy sok z pomarańczy, cytryn i limonki uzupełniamy wodą mineralną (w zależności od upodobań gazowaną lub nie). Mieszamy. Przelewamy lemoniadę przez sitko. Sprawdzamy czy jest wystarczająco słodkie, czy wystarczająco rozcieńczone. Nalewamy do szklaneczki, wrzucamy kostki lodu.

Sałatka z rukolą i pomarańczami

Sałatka miała się tu nie pokazać, bo najpierw bardzo nieładnie zmaltretowałam rukolę, bo pomyślałam, że porwana będzie łatwiej jadalna, no cóż, ale przy okazji straciła sporo uroku. Zdjęcie robiłam rano przed pracą i nie miałam natchnienia do szukania właściwego tła. Pierwszą porcję sałatki zjadłam w pracy gdy drugi dzień nie działała klimatyzacja i było zimno. To nie jest sałatka na zimę, no chyba, że właśnie pieczemy chleb, jest nam ciepło i marzymy o lecie to wtedy będzie dobry moment na nią, jednak na przerwę w zimnej pracy tak średnio się nadaje. Do tego dodałam zbyt dużą ilością dressingu, strasznie mocno było czuć ocet. Dzisiaj jednak w pracy czekała druga porcja. Żal, żeby się zmarnowała. Nadal nie działa klimatyzacja, ale jest ciut cieplej. Dressingu dałam mniej i okazało się, że dzisiaj sałatka jest wyśmienita. Pomarańcze przypominają o słońcu, ser jest kremowy, a rukola i pekinka uroczo chrupią. Wszystko zależy od szczegółów… A sałatka jest fotogeniczna, należy się jej lepsze zdjęcie, ale to może następnym razem 🙂 Przepis znalazłam na blogu Passionfruit

Składniki:

  • 3-4 liście sałaty lodowej (zastąpiłam kapustą pekińską)
  • 2 garście rukoli
  • 1 pomarańcza
  • 1 mała czerwona cebula (zastąpiłam połową zwykłej małej)
  • camembert

Składniki na dressing:

  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżkę miodu
  • 1 łyżkę octu balsamicznego
  • 1 łyżeczkę musztardy
  • ew. sól do smaku

Składniki na deser najlepiej wlać do słoika i dokładnie wymieszać potrząsając słoikiem.

Sałatę lodowa pokroić lub porwać w nieduże kawałki, podobnie postąpić z rukolą.  Cebulę pokroić w piórka. Pomarańczę obrać, podzielić na cząstki, cząstki w kawałkach ( bez błonek) dodać do sałaty. Dodać pokrojony w kostkę ser.

Składniki sałatki zalać marynatą, wymieszać.

Można podać ze świeżą bagietką.

Kruche ciasteczka z czekoladowo-pomarańczowe

Ciasteczka znalazłam na blogu Bei. Lubię połączenie czekolady i pomarańczy. Ciasteczka są klasycznie kruche i bardzo mocnym akcentem pomarańczowym.


Składniki:

  • 150 g masła
  • 100 g cukru
  • szczypta soli
  • 2 żółtka
  • otarta skórka z 1 pomarańczy
  • 50 g gorzkiej czekolady
  • 25 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 250 g mąki
  • polewa czekoladowa lub lukier do dekoracji

Masło ucieramy, dodajemy cukier, sól i żółtka i ucieramy do białości. Następnie dodajemy otartą skórkę, drobno posiekaną czekoladę i kandyzowaną skórkę pomarańczową oraz mąkę i wszystko dokładnie mieszamy. Ciasto formujemy w kulę, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na przynajmniej 10 minut .
Ciastka pieczemy w temperaturze 180°.
Ciasto wałkujemy na grubość ok. 7 mm i wycinamy ciastka. Układamy ciastka na blasze i pieczemy ok. 11 minut.

Gdy ciasteczka są już całkiem zimne, możemy je przyozdobić. Zazwyczaj nie mam cierpliwości na przyozdabianie, ale u Bei choinki wyglądały przeuroczo, że postanowiłam się poświęcić i było warto.

Smacznego!

Oryginał: Kruche ciasteczka czekoladowo-pomarańczowe z kuchni Bei

Pomarańczowe muffiny śniadaniowe

Przepis wynaleziony u Adrianny, pochodzi z książki Nigela gryzie. To moje 3 muffiny w tym tygodniu, w sumie również w życiu. Miałam na nie akurat wszystkie składniki, a dodatek pomarańczy sugerował, że może to być świetny wybór. Przygotowałam je na plotki z przyjaciółką, spełniły swoją rolę idealnie, zniknęły praktycznie w całości. Wilgotne, idealne do zjedzenia na ciepło.


Składniki:

  • 75g masła
  • 250g mąki
  • 25g mielonych migdałów
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 75g cukru
  • skórka z jednej pomarańczy
  • 100ml świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego (dałam z miąższem)
  • 100ml mleka
  • 1 jajko

Masło rozpuścić i ostudzić. W dużej misce wymieszać mąkę, zmielone migdały, sodę, proszek do pieczenia, cukier z skórkę z pomarańczy. W innym naczyniu wymieszać sok i mleko, jajko, a następnie ostudzone masło.

Płynne składniki połączyć z suchymi, delikatnie mieszając widelcem. Nigela pisze – „ciasto będzie grudkowate, ale takie właśnie ma być: wszystko ma zostać ledwo, ledwo wymieszane. Najważniejsze w cieście na muffiny jest to, by nie mieszać go zbyt długo”

Nałożyć do foremek i piec ok. 20min. w 200st.C.

Oryginał: Słodkie życie Adrianny