Zupa czosnkowo-pomidorowa

Nie wiem jak u was, ale u mnie jest dość zimno. Dzisiaj nawet spadł pierwszy śnieg (no może drugi). Co prawda nie ma już po nim śladu. Przed Świętami większość z was pewnie jest zabiegana. Ta zupa będzie idealna. Jest prosta, lekka, rozgrzewająca i przeciwgrypowa. Nie jest tak czosnkowa jak się spodziewacie, czosnek podsmażony łagodnieje.
Jest też dość słynna, bo w oryginale nazywa się „Rodowa czosnkowa”, więcej możecie przeczytać na blogu „Strawberries from Poland” (została też wymieniona w New York Times).

Zupa czosnkowo-pomidorowaZupa czosnkowo-pomidorowa

  • 1 kg świeżych pomidorów (lub pomidorów z puszki)
  • 1,5-3 główki czosnku
  • ok. 0.5-1 l bulionu warzywnego
  • ½ łyżeczki soli
  • pieprz
  • szczypta cukru
  • ewentualnie zioła prowansalskie

Jeśli korzystamy z świeżych pomidorów: sparzamy pomidory, obieramy ze skórki, kroimy w kostkę.
Obieramy czosnek, kroimy na cieniutkie plasterki.
W dużym garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy czosnek i smażymy na złoty kolor.
Dodajemy pomidory i smażymy aż zmiękną.
Zalewamy bulionem, przykrywamy garnek i gotujemy na małym ogniu ok. 20-30 min.
Na koniec przyprawiamy solą, pieprzem i cukrem. Ewentualnie waszymi ulubionymi przyprawami.
Miksujemy blenderem, by uzyskać gładką zupę krem.
Podajemy z grzankami.

Reklamy

Ryż jeera i tadka dal

Czuję się z siebie bardzo dumna. Nie tylko zakupiłam książki, ale wykorzystałam przepis. Zazwyczaj uwielbiam kartkować książki, ale tak ciężko wybrać coś na co bym miała akurat ochotę, na co mam większość składników, co mi się chce ugotować, co zasmakuje Mężczyźnie.

W taniej książce zakupiłam książkę Gordona Ramsaya „Great Escape”. O książce czytałam między innymi u Liski. Opis był zachęcający, a teraz gdy nie mogę się wymawiać kwestią problematycznego dostania składników i wszystko jest dokładnie za rogiem mogę zacząć naukę podstaw kuchni indyjskiej.

Tak jak Liska pisała książka jest bardzo prosta w obsłudze. Przy pierwszym przepisie można dojść do wniosku, że potrzebne jest mnóstwo przypraw. Jednak już przy drugim łatwo stwierdzić, że właściwie wszystko się ma. Książka ma cudowne fotografie. Krótkie opisy o pochodzeniu dania, o jego smaku.

Pierwsza lekcja zaczęła się wpadką. Podekscytowana nauką kuchni indyjskiej zaczęłam zbierać składniki, z przyprawami było łatwo, większość jest dostępna w marketach, resztę można dostać w sklepach z kuchnią azjatycką. Obeszłam azjatycki supermarket chyba ze 3 razy nim udało mi się znaleźć groch. No właśnie groch. Zwykły groch łuskany, który po angielsku nazywa się „yellow split pea”. W swojej naiwności myślałam, że to jakiś rodzaj soczewicy, groszku o którym do tej pory nie słyszałam. Taaa… pewnie. Zwykły groch łuskany. Człowiek się uczy całe życie.

Sam przepis jest bardzo prosty. Ryż jest przepyszny. Zawsze mi się wydaje, że ugotowanie ryżu to wielka sztuka, tym bardziej, że większość moich prób kończyła się przypaleniem ryżu, a tu banalnie prosto ugotowałam ryż na sypko (tak, gatunek ryżu ma znaczenie) i to bardzo szybko i bez użycia kołdry 😉 Uwielbiam dodatek orzechów. Całe danie jest aromatyczne, jak to w kuchni indyjskiej bywa. Mężczyźnie brakowało mięsa, więc następnym razem kurczak 🙂

Składniki na ryż:

  • 300 g ryżu basmati
  • 2 łyżki ghee albo roztopionego masła
  • 30 g orzechów nerkowca
  • 1 łyżka nasion kminu rzymskiego
  • 4 ziarnka czarnego pieprzu
  • 2 liście laurowe
  • 1 laska cynamonu złamanego na pół
  • 3 goździki
  • 1 cebula, obrana i posiekana
  • 400 ml wody
  • 1 łyżeczka soli
Ryż kilka razy płuczemy w zimnej wodzie. Następnie zalewamy go zimną wodą i zostawiamy na 30 minut.
Na patelni roztapiamy masło, wrzucamy orzechy. Smażymy je 3-4 minuty aż będą brązowe. Następnie przekładamy je na talerzyk.
Na patelnię wrzucamy kmin, liście laurowe, pieprz, cynamon i goździki. Smażymy przez minutę, albo do momentu gdy zaczniemy czuć aromat przypraw. Wtedy dodajemy cebulę i smażymy póki się nie zeszkli.
Ryż odcedzamy i przekładamy na patelnię z cebulą. Mieszamy dokładnie, następnie dodajemy wodę, tak aby zakryła ryż, solimy i zmniejszamy gaz, tak aby ryż wolno się gotował. Po 10 minutach większość wody powinna być wchłonięta, a ryż prawie gotowy. Wtedy zdejmujemy patelnię z ognia i zostawiamy ryż pod przykryciem jeszcze 5 min.
Przed podaniem posypujemy orzechami.
Składniki na tadka dal:
  • 400 g łuskanego grochy (połówki)
  • 1 litr wody
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1/2 łyżeczki garam masala
  • 4 liście curry
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 1 łyżeczka kminu
  • 2 ząbki czosnku (obrane i posiekane)
  • 1 mała cebula (obrana i posiekana)
  • 1 1/2 łyżki sproszkowanego chili
  • 4 średnie pomidory (obrane ze skórki i posiekane)
  • sól, pieprz do smaku
Wrzucamy groch do garnka zalewamy wodą, tak by go przykryła. Wsypujemy przyprawy – kurkumę, kolendrę, garam masala i liście curry.
Mieszamy od czasu do czasu i gotujemy. Jeśli na powierzchni utworzą się jakieś szumowiny, zdejmujemy je.  Gotujemy groch na wolnym ogniu ok. 30-40 min aż będzie miękki. Jeśli woda się wygotuje, dolewamy trochę.
Na patelni rozgrzewamy olej. Wrzucamy kmin i smażymy go póki nie poczujemy zapachu (ok. minuty). Dodajemy czosnek i cebulę i smażymy ok. 4-6 minut nim nie będzie złota.
Dodajemy powoli chili i po minucie dodajemy pomidory. Przyprawiamy wszystko solą i pieprzem i gotujemy na małym ogniu ok. 6-8 minut.
Na koniec przelewamy zawartość patelni do ugotowanego grochy i mieszamy dokładnie. Gotujemy jeszcze ok. 10-15 minut póki groch nie będzie miękki.
Jeśli wolimy trochę rzadszą konsystencję możemy dodać trochę wody.
Przyprawiamy do smaku.

Zupa pomidorowa – po prostu

Zupa pomidorowa. Po prostu. Nic wymyślnego. Właściwie można ją zrobić bez przepisu. Nie chciało nam sie gotować. W sumie to mieliśmy dość jedzenia przez weekend. Na poniedziałek trzeba było coś lżejszego. Prosta zupa pomidorowa. Żadnego obierania pomidorów. Największy wysiłek wkładamy w krojenie cebuli. Ewentualnie otwieranie puszki. Dobra zupa. Przepis inspirowany zupą toskańską Aleksandry. Gotował Mężczyzna.

składniki:

  • 2 łyżki oliwy
  • 1 posiekana cebula
  • 2 kostki rosołowe (dałam jedną kostkę, jedną bulionetkę)
  • 1 mały koncentrat i 1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 puszkę pomidorów
  • zioła najlepiej świeże, ale mogą być też suszone bazylia, tymianek
  • sól, pieprz
  • makaron lub ryż

W osobnym garnku gotujemy makaron. Na patelni na oliwie podsmażamy cebulę aż się zeszkli. Dodać koncentrat i zioła i smażymy chwilę. Wrzucamy pomidory, zalewamy wodą dodajemy kostki rosołowe. Czekamy aż się zagotuje. Przyprawiamy solą, pieprzem, bazylią i ewentualnie cukrem. Dodajemy makaron, mieszamy i jemy.

Caponata, czyli bakłażan z pomidorami

Niedziela. Wystawa zdjęć Andreasa Feiningera. Cudowne zdjęcia. Świetne kadry i ten Nowy Jork. Chciałabym kiedyś tam dotrzeć. Czy te budynki są naprawdę takie wielkie? Na dole podobno zawsze jest ciemniej, czy to prawda? Jak zobaczyć te wszystkie miejsca, które się chce zobaczyć? Jak robić tak dobre zdjęcia, kiedy znajdować czas na oglądanie, analizowanie, kadrowanie, obrabianie. Wizyta w Taniej Książce zaowocowała dwoma książkami – Kolor i Krajobrazy i przyroda, przed trzecią się powstrzymałam, a może nie powinnam? Dalsze zakupy to błotniki do roweru dla Mężczyzny i buty dla mnie. Jako kobieta czuję, że mam za mało butów. Wszędzie trąbią, że kobiety mają za dużo butów i torebek, spytajcie mężczyzn. A ja zawsze jestem zbyt praktyczna. Kolejne buty na obcasie, mimo, że najcudowniejsze, skoro ostatnio spędzam czas głównie na rowerze? Skoro buty na obcasie już mam i skoro na zimniejsze dni się nie nadadzą… W ten sposób za każdym razem wchodzę do sklepu obuwniczego i wychodzę z niczym. A dziś, dziś znalazły mnie buty idealne, inne niż mam, wpadające w oko, w cenie zdecydowanie zachęcającej i są moje 🙂

Ale wracając do jedzenia… Znowu dobrze się bawiłam gotując, tzn. ja kroiłam, On smażył i mieszał. Świeże, dojrzałe warzywa są urocze. Przepis znalazłam u Komarki, która ma go z Włoskiej wyprawy Jamiego, książki, o której słyszałam świetne opinie, którą nabyłam, którą przekartkowałam i ma na prawdę cudowne zdjęcia i nie udało mi się zrobić z niej żadnego przepisu, aż do dzisiaj.

Caponata to danie idealne na teraz. Złożone z samych warzyw, ale wyglądające jak  gulasz, albo przynajmniej jak danie zawierające grzyby, a to wszystko oszustwo bakłażone, ale bardzo smaczne i chyba najprzyjemniejszy sposób zjedzenia sporej ilości pietruszki 🙂 A do tego czerwone wino.

Składniki

  • 2 bakłażany,
  • 1 czerwona cebula,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 1 czubata łyżeczka suszonego oregano,
  • 2 łyżki solonych kaparów,
  • garść oliwek (dałam zielone),
  • 5 dużych, dojrzałych pomidorów,
  • 2-3 łyżki ziołowego sosu winegret lub octu ziołowego,
  • duży pęczek natki pietruszki,
  • sól morska,
  • świeżo zmielony czarny pieprz,
  • oliwa z oliwek

Na dużą patelnię wylewamy trochę oliwy z oliwek. Dodajemy pokrojone w dużą kostkę bakłażany(jeśli pokroimy je zbyt drobno za bardzo nasiąkną oliwą), oregano i posypujemy wszystko odrobiną soli. Mieszamy smażąc na dużym ogniu 4-5 minut, aż bakłażany zarumienią się z każdej strony.

Dodajemy posiekany czosnek i cebulę oraz posiekaną razem z łodyżkami natkę pietruszki(zostawiamy trochę do posypania na końcu). Smażymy mieszając kolejne kilka minut, podlewając patelnię oliwą, jeżeli jest za sucha.

Dodajemy kapary, oliwki i skrapiamy wszystko octem ziołowym. Na końcu dodajemy pokrojone pomidory i dusimy około 15 minut (pomidory muszą zmięknąć). Przyprawiamy solą i pieprzem, skrapiamy oliwą z oliwek i posypujemy resztą posiekanej natki. Podajemy z bagietką.

Makaron z sosem śmietano-pomidorowo-tuńczykowym

To jest jedno z najmniej apetycznie wyglądających dań jakie robię. Wygląda właściwie jakby ktoś już je zjadł. Pamiętajcie, ostrzegałam Was. Ale to też danie, które jest idealne z kilku innych powodów. Po pierwsze zawsze wychodzi, aby je zrobić potrzeba składników, które po prostu wymagają otwarcia puszki lub kartonika, żadnego krojenia, siekania, obierania. Nic, zero. A do tego ma taki inny smak. Przepis wynalazłam jeszcze na studiach gdzieś chyba na serwisie kuchnia.o2.pl. Szukałam czegoś innego z tuńczykiem no i znalazłam.

Mi sos zasmakował od razu, ale potem wypróbowałam go na rodzicach i mój Tato, po kilku kęsach odmówił zjedzenia reszty, a mój tata bardzo wybredny nie jest i nigdy nie widziałam, żeby się tak zachował. Od tej pory miałam traumę, czy to jedzenie, które tylko mnie i Mamę przekonuje? W sumie gusta kulinarne mam mieszane, ale zdecydowanie więcej mam ich po Mamie, więc rozumiecie, że potem każdej kolejnej osobie, której podsuwałam to danie, najpierw zapewniałam, że być może jej nie zasmakuje i jakby co niech da znać to zrobię coś innego. Ale mijały lata. Sos smakował koledze, który jest dla mnie mistrzem w kuchni, smakowały wszystkich kolejnym współlokatorom i towarzyszom życia, więc ze spokojnym sumieniem mogę Wam polecić ten przepis. Aczkolwiek uważajcie, komuś może nie zasmakować.

W kwestii smaku tego sosu jestem ortodoksyjna. Dodaję tylko sól i pieprz. Raz dodałam czosnek, ale nie pasował mi on do idei dania, bo wg mnie ten sos powinien być lekko słodkawy od serka topionego i dość mocno śmietanowy. Nie mam problemów ze zmienianiem proporcji, raz daję puszkę tuńczyka, raz dwie, czasem w kawałkach, ale częściej sałatkowy. Śmietanę całą, lub tyle ile akurat zostało. Makaron najlepiej penne, albo muszelki (sos świetnie włazi w makaron). Ale nigdy, przenigdy nie oszczędzajcie na serku topionym. Serek topiony polecam Hochland lub Sertop, pewnie sprawdzi się też sporo innych firm, ale odradzam najtańsze. Sprawdziłam. Definitywnie nie chcecie serka, który zamiast rozpuścić się na patelni zaczyna się na niej smażyć. Definitywnie nie o to chodzi.

Przepis jest dość swobodny jeśli chodzi o ilość składników.

Składniki na sos (4 porcje)

  • 1 lub 2 serki topione po 100 g
  • 1 lub 2 puszki tuńczyka
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 opakowanie małej śmietany 12% lub 18% (200 g)
  • sól, pieprz

Gotujemy ulubiony makaron i w tym samym czasie na nierozgrzaną patelnię wrzucamy serek topiony. Wstawiamy patelnię na średni palnik i mieszamy. Serek powoli zacznie się roztapiać. Jeśli zaczyna się przysmażać, należy zmniejszyć ogień. Gdy serek jest już w postaci półpłynnej dodajemy odcedzonego tuńczyka. Mieszamy. Następnie dodajemy pomidory razem z sokiem. Mieszamy. Czekamy aż się sos zacznie się gotować. Dodajemy śmietanę. Mieszamy, przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Możemy polać makaron sosem albo wymieszać wszystko razem.

Calzone z kurczakiem, pomidorami i fasolą

Co prawda pizzę niedawno jedliśmy, ale jakoś czuję ostatnio antypatię do ryżu i makaronu. Ze składników będących w domu dało się przygotować sos pomidorowy z fasolą i kurczakiem, jeśli bez dodatku makaronu, to musiało być calzone. Nigdy w życiu jeszcze nie ulepiłam tak dużych pierogów i dawno robienie obiadu mnie tak nie ucieszyło. Bo to takie przyjemne zjeść na obiad co innego, a do tego bardzo przyjemnie się robi ciasto (pomijam fakt sprzątania całej mąki ;), ale cała reszta była bardzo przyjemna). Do tego taki pieróg jest bardzo wygodny, żeby zabrać go do pracy.Przy jedzeniu pierwszej porcji miałam spory problem jak zacząć, bo kroi się go dość trudno, jest chrupiący, zwłaszcza jeśli podgrzewacie go w piekarniku, ale potem odnalazłam idealną ścieżkę. Przekrajam pieróg na pół, chwytam go w dłoń, maczając od czasu do czasu w sosie. Proste i wygodne 🙂

Nadzienie możecie zrobić dowolne. Calzone przy brzegach może być trochę suche, więc dobrze mieć w zanadrzu jakiś sos, czy to czosnkowy, czy zwykły ketchup.

Przepis na ciasto za Dorotuś.

Składniki na ciasto (4 sztuki calzone):

  • 450 g mąki pszennej chlebowej (dałam pół chlebowej, pół zwykłej)
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki drożdży suchych (8 g) lub 16 g świeżych
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 250 ml ciepłego mleka

Składniki na nadzienie:

  • 1 pierś z kurczaka
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 puszka fasoli
  • 1 cebula
  • przyprawy
  • 15-20 dkg startego sera żółtego

Ciasto

Mąkę przesiać do miski, dodać sól, wmieszać drożdże (ze świeżymi zrobić wcześniej rozczyn). Zrobić w środku dołek, wlać mleko i oliwę. Wyrobić ciasto, aż będzie miękkie i gładkie; uformować w kulę, naoliwić, umieścić w naczyniu, przykryć ręczniczkiem. Pozostawić do podwojenia objętości (około 1,5 godziny).

W tym czasie możemy przygotować nadzienie.

Po tym czasie ciasto jeszcze raz wyrobić, podzielić na 4 części. Każdą z nich rozwałkować na koło o średnicy 20 cm. Na połowę każdego koła nałożyć nadzienie, zostawiając około 1 cm wolnego od brzegu. Posypać startym serem. Brzegi posmarować wodą, ciasto zgiąć w połowie, uformować pieroga. Brzegi dobrze skleić. Pierogi ułożyć na blaszce. Posmarować roztrzepanym jajkiem. Nie ma konieczności pozostawiania do kolejnego wyrośnięcia.

Piec w temperaturze 200ºC przez około 25 minut, aż do mocnego zarumienienia, podawać ciepłe.

Nadzienie

Na patelni rozgrzewamy olej. Wrzucamy pokrojoną cebulę, smażymy chwilę, żeby zmiękła. Dodajemy pierś pokrojoną w kostkę. Smażymy kilka chwil, aż mięso przestanie być surowe. Dodajemy wtedy pomidory, zmniejszamy gaz. Pozwalamy, aby sos się zagotował i trochę odparował. Nie może być zbyt rzadki. Przyprawiamy do smaku solą, pieprzem, tymiankiem, bazylią, czy czymkolwiek na co mamy ochotę. Dodajemy fasolę. Mieszamy i zdejmujemy z ognia.

calzone

Zapiekanka ziemniaczana z fasolą, pomidorami i wędliną

Zapiekanka jest kompilacją kilku przepisów i jednego marzenia. Marzenia o grubej warstwie roztopionego sera, takiego ciągnącego się… i jeszcze fasola, pomidory i jakieś mięsko, żeby było ze smakiem. A jako zapychacz ziemniaki. Do tego garść świeżych przypraw i mmmm…. dobre. Szkoda tylko, że w pracy wszystko podgrzewane w mikrofalówce traci część swoich walorów. A tak poza tym to klasyczna zapiekanka „na winie”, wrzucamy to co nam zalega w lodówce – resztki wędliny, kiełbasy, sera. Zdecydowanie lubię połączenie fasoli, pomidorów i sera 🙂

Składniki

  • 5 ziemniaków
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 8 plasterków wędliny
  • 2 kabanosy
  • 1 puszka pomidorów pelati
  • 1 puszka fasoli
  • ser żółty do posypania (ok. szklankę startego)
  • 1 kulka mozzarelli
  • garść oliwek (niekoniecznie, w moim wypadku czarne)
  • bazylia, tymianek, oregano, pieprz, sól, papryka słodka
  • olej

Ziemniaków gotujemy w mundurkach w osolonej wodzie (nie do pełnej miękkości, tylko podgotowujemy tak ok 15-20 min.) Studzimy, kroimy w grube plasterki.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni.

Cebulę kroimy w kostkę. Rozgniatamy czosnek. Podsmażamy na oleju cebulę i czosnek. Gdy się zeszklą dodajemy pokrojoną wędlinę, smażymy. Gdy się przyrumienią dodajemy pomidory z puszki, mieszamy aż się zagotują. Przyprawiamy do smaku. Dodajemy fasolę i oliwki i zdejmujemy z ognia.

Do naczynia żaroodpornego wysmarowanego tłuszczem nakładamy ziemniaki, na to nakładamy naszą masę fasolowo-pomidorową. Wierzch posypujemy serem żółtym. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy 30 min. Po tym czasie dokładamy plasterki mozzarelli i zapiekamy jeszcze 10 min.

Wyjmujemy i gotowe 🙂