Zupa z zielonego groszku i rucoli

Za 5 dni przeprowadzka. Nowa kuchnia, nowe widoki. Mam nadzieję, że piekarnik będzie dobrze piekł. Zmiana z kuchenki gazowej na płytę ceramiczną, zmiana okolicy, i trochę jeszcze innych zmian. A tymczasem mijają ostatnie dni na starym miejscu. Jest ekscytująco, przed chwilą wypadły mi drzwi od lodówki, miałam szczęście, że nie wybiły okna, ani nie narobiły większych szkód, ale teraz boję się podchodzić do lodówki, chyba do końca pobytu tutaj będę omijać ją szerokim łukiem, chyba, że ktoś ją ktoś naprawi. Gdy mordercze drzwi atakowały na blacie czekała na mnie zupa groszkowa. Jak już pisałam ostatnio postanowiłam wrócić do zup. Po brokułowej gdzieś w oko mi wpadła groszkowa. Nie mam pojęcia gdzie, nie szukałam, bo mogłam w końcu sięgnąć do książki Marty Gessler, podział kolorystyczny mocno utkwił mi w głowie, a zdjęcie zupy groszkowej zostało w pamięci. W lodówce wciąż czekały resztki rukoli, więc tak jak Joy the Baker w zupie brokułowej wykorzystałam ją jako dodatek do groszku. Nad dodawaniem śmietany muszę popracować, bo zrobiły się drobne grudki, ale zupa jest pyszna, groszkowa, gęsta i definitywnie nie jest mdła.Przepis za Martą Gessler z „Kuchnia Marty. Kolory smaków” z moimi uwagami.

Składniki na 4-6 porcji:

  • 2 łyżki masła
  • 2 średnie cebule
  • 1,5 l bulionu z kurczaka lub warzywnego
  • 1 kg zielonego groszku, może być mrożony
  • 2 garści rukoli (mój dodatek)
  • 150 ml śmietany 22% (ja dałam 12%)
  • sól
  • pieprze
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
  • ewentualnie 2 łyżki oliwy z oliwek i kilka listków świeżej bazylii

W garnku, w którym planujemy gotować zupę rozpuszczamy masło i wrzucamy posiekaną cebulę. Podsmażamy chwilę. Zalewamy bulionem i doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy groszek i gotujemy aż będzie miękki. Wyjmujemy 3 łyżki groszku i odkładamy. Zupę miksujemy razem z rukolą. Wlewamy śmietanę. Przyprawiamy solą, pieprzem i pieprzem cayenne. Mieszamy. Wrzucamy pozostały groszek.

Możemy podać skropioną oliwą z oliwek i posypaną bazylią.

Sałatka z rukolą i pomarańczami

Sałatka miała się tu nie pokazać, bo najpierw bardzo nieładnie zmaltretowałam rukolę, bo pomyślałam, że porwana będzie łatwiej jadalna, no cóż, ale przy okazji straciła sporo uroku. Zdjęcie robiłam rano przed pracą i nie miałam natchnienia do szukania właściwego tła. Pierwszą porcję sałatki zjadłam w pracy gdy drugi dzień nie działała klimatyzacja i było zimno. To nie jest sałatka na zimę, no chyba, że właśnie pieczemy chleb, jest nam ciepło i marzymy o lecie to wtedy będzie dobry moment na nią, jednak na przerwę w zimnej pracy tak średnio się nadaje. Do tego dodałam zbyt dużą ilością dressingu, strasznie mocno było czuć ocet. Dzisiaj jednak w pracy czekała druga porcja. Żal, żeby się zmarnowała. Nadal nie działa klimatyzacja, ale jest ciut cieplej. Dressingu dałam mniej i okazało się, że dzisiaj sałatka jest wyśmienita. Pomarańcze przypominają o słońcu, ser jest kremowy, a rukola i pekinka uroczo chrupią. Wszystko zależy od szczegółów… A sałatka jest fotogeniczna, należy się jej lepsze zdjęcie, ale to może następnym razem 🙂 Przepis znalazłam na blogu Passionfruit

Składniki:

  • 3-4 liście sałaty lodowej (zastąpiłam kapustą pekińską)
  • 2 garście rukoli
  • 1 pomarańcza
  • 1 mała czerwona cebula (zastąpiłam połową zwykłej małej)
  • camembert

Składniki na dressing:

  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżkę miodu
  • 1 łyżkę octu balsamicznego
  • 1 łyżeczkę musztardy
  • ew. sól do smaku

Składniki na deser najlepiej wlać do słoika i dokładnie wymieszać potrząsając słoikiem.

Sałatę lodowa pokroić lub porwać w nieduże kawałki, podobnie postąpić z rukolą.  Cebulę pokroić w piórka. Pomarańczę obrać, podzielić na cząstki, cząstki w kawałkach ( bez błonek) dodać do sałaty. Dodać pokrojony w kostkę ser.

Składniki sałatki zalać marynatą, wymieszać.

Można podać ze świeżą bagietką.