O niegotowaniu i zbieraniu przepisów

No dobrze powiem wprost – mam lenia. I to nie takiego lenia małego, niegroźnego tylko LENIA.

Najpierw wymówką była jazda do pracy na rowerze. Ten z koszyczkiem jest mój. Koszyczek jest boski. Uwielbiam go.

Wracałam z pracy i o 22 szłam spać. Gotował Mężczyzna.

Drugą wymówką stał się Mundial. Postanowiłam dać się porwać zbiorowemu szaleństwu. Obstawiam mecze na aplikacji Facebookowej, oglądam mecze i mam własną opinię na temat drużyn. Ale spokojnie wciąż jestem w stanie rzetelnie też ocenić, która drużyna jest przystojniejsza.

Z innych wymówek należy wymienić plagi takie jak internet, który nie zawsze chce współpracować, słońce, życie kulturalne z okazji wakacji i parę takich. Na którymś komputerze (wciąż nie sprawdziłam na którym) czeka tarta z fetą. Dobór składników zgodnie z zachcianką wewnętrzną. Smak – wyśmienity. Wczoraj upiekłam tartę z serem i cukinią i była wyśmienita. Przepis na innym cieście kruchym, z innymi serami wg przepisu Liski. Wyśmienity, genialny, pyszny. Jak widać ostatnio zapominam, że nie byłam zwolenniczką tart. Cóż z tego skoro danie nieobfotografowane, nie zapisane. Może jednak się uda, została cukinia i na jutrzejszy obiad też będzie tarta.

O zapamiętywaniu przepisów

W ramach porad praktycznych chciałam jednak podzielić się tym jak segreguję przepisy znalezione w sieci. A nóż widelec komuś się przyda.

Korzystam z serwisu Delicious.com. Jest to serwis do zapamiętywania adresów internetowych. Zamiast posiadać tylko i wyłącznie zakładki na jednym komputerze dodając jakąś stronę do ulubionych zapisuje się ona w tym serwisie. Jest sporo takich serwisów, ale z tego dawno temu zaczęłam korzystać i teraz po prostu nie chce mi się zmieniać.

Po założeniu konta w tymże serwisie ściągamy sobie rozszerzenie do naszej przeglądarki. Tutaj znajdziecie linki do nich – sekcja Browser buttons. Jak dotąd najbardziej zadowolona byłam z działania pod Firefoxem. Dzięki rozszerzeniu dostaniecie w przeglądarce guzik „tag”, „sidebar” i „delicious”.
Tag służy do zapamiętywania adresów. (Tu zaczyna się magia). Jeśli właśnie przeglądacie przepis, który chcecie zapamiętać, klikacie w guzik tag i wypelniacie pole tag, reszta title i url powinna sama się wypełnić, a w tagach dodajecie kategorie, których tyczy się przepis, u mnie czasem jest to typ dania, a czasem jego składniki. I tak tarta Liski trafiła do tagów – przepisy (bo mam też zapisane linki do różnych innych rzeczy), cukinia, ser, mozzarella, tarta i galette. Jeden tag to jedno słowo, tagi rozdzielamy spacjami.

A jak już się otagujemy i chcemy znaleźć tarty tylko z mozarellą? To wtedy możemy skorzystać z panelu delicious, który mamy w przeglądarce, bądź to na stronie. W obydwu wypadkach podajemy pierwszy tag, który nas interesuje (w tym wypadku tarta), następnie wybieramy następny tu –  mozzarella a na koniec dostajemy przepisy. U mnie wygląda to o tak http://delicious.com/damafa/tarta+mozzarella. Zawężać możemy w dowolną stronę, o dowolną ilość słów kluczowych. Dlatego uwielbiam ten system, bo mogę znaleźć wszystkie przepisy na ciastka z czekoladą, kawą i śmietaną, oczywiście pod warunkiem, że dobrze opisałam przepisy.

Jeśli nigdy nie korzystaliście z takiego narzędzia to co napisałam może być mało zrozumiałe, ale warto spróbować i chwilę się pobawić, być może ułatwi to wasze życie. W razie pytań służę odpowiedzią. Na delicious macie ładnie w skórcie opisane z obrazkami co jest do czego i powodzenia.

A tu znajdziecie moje zapamiętane przepisy.

Reklamy

Najprostszy chleb bez zagniatania

Najpierw Mężczyzna wysłał linka do tego wideo, które znalazł u Kass Tylko w przepisie znowu były filiżanki i drożdże instant (mam w planie zakup łyżek do odmierzania, dwa przygotowania sobie w kuchni tabeli z przelicznikami), a podejrzewałam, że gdzieś na którymś blogu, ktoś musiał wypróbować ten chleb. Znalazłam przepis u Liski (właściwie w dwóch odsłonach, tu druga, różnią się tylko ilością drożdży). Przepis nie jest identyczny chyba jak z New York Times’a, ale są bardzo podobne. A chleb wyszedł świetny, z mocno chrupiącą skórką. Ładnie wyrośnięty, sprężysty. Niestety nie posiadamy garnka, zamiast tego użyliśmy gęsiarki (dopiero teraz dowiedziałam się, że tak ten garnek się nazywa, u mnie to zawsze był po prostu duży podłużny garnek, w którym często się odgrzewa gołąbki ;)) A chleb jest genialny w swej prostocie. Po tych pierwszych chlebach, które trzeba co 2 godziny ugniatać, odgazowywać, wkładać, lub wyjmować z lodówki ten chleb robi się banalnie, szkoda tylko że zrobiliśmy z jednej porcji…

Składniki:

  • 400 g mąki pszennej chlebowej typ 750 (znalazłam w Realu na dziale z żywnością ekologiczną)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 gram świeżych drożdży
  • 320 g wody

Wszystkie składniki mieszamy w misce przez 30 sekund, tak tylko, żeby się połączyły. Następnie przykrywamy i odstawić w temp pokojowej na 12-18 h.
Następnie oprószamy blat solidnie mąką i składamy ciasto najpierw na kwadrat o dł. 35 cm, następnie złożyć go na pół i jeszcze raz na pół – powinien powstać kwadrat o boku ok. 18 cm.
Przekładamy ciasto do wyrastania (my włożyliśmy ciasto już do garnka wysmarowanego olejem), przykryte ściereczką, na ok. 1 h. Powinno podwoić objętość.
Piekarnik rozgrzewamy do 225 st. Do rozgrzanego piekarnika wstawiamy garnek.
Pieczemy ok. 20 minut, zdejmujemy pokrywkę i dopiekamy kolejne 10-20 minut. My dopiekaliśmy trochę dłużej, pewnie dlatego, że garnek, który wstawialiśmy do piekarnika był zimny.
Skórka powinna być rumiana.
Studzimy na kuchennej kratce.

Muffinki z granolą

Przez tłustą środę, potem tłusty czwartek i trochę mniej tłusty piątek miałam ochotę powiedzieć dość słodyczom, ale zakupiona wcześniej maślanka nie mogła się zmarnować. Już w zeszłym tygodniu miałam wypróbować przepis na te muffinki i przy okazji nową silikonową blaszkę. Blaszka jest tylko na 6 muffinek, więc trzeba było upiec 18 muffinek, bo przecież na 6 szkoda brudzić miskę. Przy okazji odkryłam, że metalowa blaszka z Ikei na muffiny idealnie wpasowuje się w prowadnice w piekarniku 🙂 A wracając do muffin, jeszcze gdy ciasto było surowe, wiedziałam, że się polubimy. Ten miodowy kolor i bakalie… Po wyjściu z piekarnika było tylko lepiej. Lekko wilgotne, chrupiące bakalie w środku, nie za słodkie. Na prawdę świetne. Na pewno jeszcze nie raz zrobię. Przepis pochodzi z bloga Moje wypieki, gdzie można znaleźć całą masę genialnych przepisów. Nie wiem kiedy wypróbuję choćby połowę przepisów…

Składniki na 12 muffinek:

  • 225 g mąki
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 250 ml maślanki
  • 1 jajko
  • 140 g jasnego brązowego cukru
  • 80 ml oliwy
  • 250 g granoli (czyli podpiekanego musli – tutaj znajdziecie przepis)
W naczyniu mieszamy mąkę z solą i sodą. W drugim naczyniu roztrzepujemy jajko, dodajemy maślankę, cukier, olej, mieszamy. Łączymy zawartość dwóch naczyń, mieszamy. Na końcu dodać granolę, mieszamy.
Gotowym ciastem napełniamy gniazda blachy na muffinki (w wypadku metalowej blaszki wcześniej smarujemy ją olejem, albo masłem). Pieczemy około 25 minut w tempearturze 200ºC (ja piekłam w 180ºC).